sobota, 16 listopada 2013

Miniaturka #1 Ja wiedziałam o wszystkim cz. 3

ehh... nigdy nie wiem jak zacząć. Przejdę od razu do rzeczy. Ta część ukazuje się po 1 miesiącu i 11 dniach mojej nieobecności, ale jestem z niej w połowie dumna, a w drugiej zła. Zacznę od tego, że to miała być ostatnia część z wszystkimi wyjaśnieniami, a tu tak mnie wena rozpieściła, że wpadłam na mnóstwo genialnych sytuacji, mam już napisaną jedną do, uwaga, kolejnej części, więc wyszło na to, że pojawi się jeszcze jedna część, ale nie jestem pewna czy już z końcem, czy nie, to jest ta zła wiadomość? A dumna jestem z niej bardzo, bo liczy prawie 9 stron w Wordzie, tak jak poprzednie części, ale z tego co mi się wydaje jest zabawna, zawiera dużo dialogów, ale też znajdzie się tam kilka opisów. Dziękuję bardzo, bardzo za aktualnie 5,545 wejścia, co oznacza, że od opublikowania ostatniej notki odwiedziliście mnie 807 razy! Bardzo przepraszam za moje przerwy, ale dopiero jak jakiś czytelnik zapytał się mnie po miesiącu kiedy kolejna część zorientowała się, że już tak długo nic nie dodawałam. Czemu ja się zawsze tak tu rozpisuję? Zapraszam do komentowania i oddawania głosów w ankietach, co nie będzie równoznaczne z końcem opowiadania, ahh... ta wena. Postaram się dodać kolejną część wcześniej niż po miesiącu! Ale nic nie obiecuję! Miłej lektury!

&&&

Część 3. Romanse
Hermiona już od jakiegoś czasu skutecznie ignorowała Ślizgona o blond włosach, aż do pewnej lekcji eliksirów.
-Dzisiaj przygotujecie Eliksir Rozpuszczający. Pamiętajcie, że jest to substancja niebezpieczna! Macie 2 godziny, zaczynajcie!- profesor Slughorn machnął różdżką, a kreda zaczęła sama pisać na czarnej tablicy.
Wszyscy uczniowie rzucili się w stronę pomieszczenia ze składnikami. Każdy wychodził z pełnymi rękami. Kiedy wszyscy już wyszli spokojna Hermiona właśnie chciała wziąć ostatni korzeń Bijącej Wierzby, gdy jej ręka spotkała się z dłonią Smoka. Trwali tak przez chwilę, ale kiedy zorientowali się co robią szybko oderwali się od siebie, a Miona się zarumieniła. Członkowie fanklubu Dramione żałowali, że nie są zbyt dobrzy z eliksirów przez co musieli jak najszybciej opuścić komórkę i rozpocząć warzenie eliksiru, przegapili taki świetny moment!
-Malfoy! Oddawaj ten korzeń! Ja go miałam pierwsza!
-Skoro tak to proszę bardzo, nie będę się dotykał niczego przesiąkniętego szlamem!
-Wiesz co Fretko, jednak zrezygnuję. Cały korzeń jest pokryty tlenionymi kudłami.
-Świetnie!
-Świetnie!
Kiedy Horacy wkroczył do składzika dawni wrogowie mierzyli się spojrzeniami bazyliszków, a jak na Hogwart przystało reszta klasy również zerkała o się dzieje, w końcu każdy słyszał, ale co innego jest słyszeć a widzieć! Mimo sporej ilości gapiów oni nie przestawali mierzyć się zabójczymi spojrzeniami.
-Panno Granger! Panie Malfoy!
-Pan nie przerywa! –dało się słyszeć z tłumu uczniów, kto wypowiedział te słowa było jasne dla wszystkich.
-A niby z jakiego powodu, Zabini?- wysyczeli synchronicznie, jednocześnie posyłając swoje mordercze spojrzenia w stronę Diabła, jak na zawołanie cała klasa ustąpiła tak, aby było widać Blaise’a.
-Kochani! Niestety będziecie musieli współpracować przy tym eliksirze –profesor chciał załagodzić sytuacje, lecz nie udało mu się to. –Inaczej wpiszę wam obojgu po Troll’u.
Zrezygnowani udali się do ich stanowisk, warto wspomnieć, że Misia i Smok mieli ławki po dwóch różnych krańcach klasy, co było przyczyną ich pierwszej kłótni. Drugą było rozdzielenie zadań, trzecią fakt, że Dracze udawał wrzucanie składniku z dwudziestego piątego punktu przy punkcie szesnastym. Po mimo wielu sporów eliksir skończyli jako pierwsi. Kiedy Draco przelewał substancje do fiolki, którą trzymała Hermiona, gdy z końca klasy, gdzie siedział Diabeł, usłyszeli umyślny huk, a Blaise wraz z Luną pokryci sadzą przybijali sobie piątkę śmiejąc się przy tym. Przez niemałe zamieszanie Harr’emu udało się niepostrzeżenie zatrząść ręką Malfoy’a przez co odrobina eliksiru wylała się Mionie na bluzkę.
-Malfoy! Cos ty zrobił?! A na mnie mówisz Niezdara!- wrzasnęła Misia na całą klasę przy okazji zasłaniając się znikającą koszulką.
Większość klasy patrzyła z otwartymi buziami na krwistoczerwony biustonosz brunetki, inni patrzyli na jej policzki, które powoli przybierały kolor stanika. Sam profesor nie miał pojęcia co zrobić w tej sytuacji. Jedynie Draco zreflektował się co się dzieje, szybko ściągnął marynarkę i założył ją na ramiona byłej Gryfonki jednocześnie szepcąc jej do ucha Przepraszam, Granger! Na co ona jeszcze bardziej się zarumieniła i przełożyła ręce przez rękawy jej tymczasowego okrycia, które pachniało boskimi perfumami, jego perfumami.
Jak się potem okazało nie było to jej tymczasowe okrycie, lecz zastępcza bluzka. Ich dormitorium, tak jak reszta dormitoria w Hogwarcie była zablokowana na czas lekcji i nie dało się do niego wejść. Jedynie McGonagall znała przeciw zaklęcie, ale akurat tego dnia McCnotki nie było w szkole. Tak więc Hermiona Granger przez cały dzień chodziła po szkole odziana jedynie w koronkowy biustonosz i czarną marynarkę Dracona Malfoy’a. Nie obyło się oczywiście bez zazdrosnych spojrzeń większości dziewczyn w Hogwarcie, wściekłych rzucanych ku Dracze, że to akurat on jej pomógł oraz rozbawionych, a tak patrzyła na nich tylko czwórka uczniów, którzy dążyli do zeswatania tej pary. Jednak wszyscy byli zgodni co do jednego- Misia wyglądała niezwykle pociągająco i seksownie w męskiej marynarce z podwiniętymi rękawami i zapiętymi guzikami. Po lekcjach pani Niezdara wyszła na spacer na błonia i usiadła na części zburzonego muru oglądając zachód Słońca.
-Rozchorujesz się –uśmiechnęła się, gdy usłyszała ten głos.
-Jakoś średnio mnie to interesuje –odwróciła się w stronę rozmówcy.
-Ale…
-Żadnych ‘ale’ panie Niezdaro, siadaj i podziwiaj! – pociągnęła go za krawat.
-Pięknie… -zachwycił się Ślizgon, a mała osóbka oparła głowę na jego ramieniu i przytaknęła.
Po chwili, kiedy drobne ciało byłej Gryfonki zadrżało, Malfoy zorientował się, że Słońce już dawno zaszło, a on od jakiegoś czasu obserwuje śpiącą dziewczynę. Postanowił, że nie będzie jej budził. Wziął ja na ręce i zaniósł do zamku, a gdy od dormitorium dzielił ich jeden korytarz Ślizgonka obudziła się i zaczęła wrzeszczeć. Niestety było już po ciszy nocnej, a ona krzyczą coraz głośniej, żeby ją puścił. Jak chciała tak zrobił, postawił ją na ziemi przodem do siebie, chwycił jeden kosmyk jej włosów i założył za ucho. Misia patrzyła na niego roztrzepana niezdolna wykonać żadnego ruchu czy nawet się odezwać spojrzała prosto w jego tęczówki, gdy tak patrzyli sobie w oczy, a Hermiona właśnie miała się odezwać Draco złożył na jej ustach delikatny pocałunek, a ona go odwzajemniła.
-Cicho… -powiedział do niej subtelnym głosem i ponownie wziął ją na ręce, tym razem już nie krzyczała.
Postawił ją przed drzwiami jej sypialni i życzył jej dobranoc, ale gdy miał już wchodzić do pokoju usłyszał cichutki głoski.
-Wiesz… Draco…
-Tak? –zdziwił się, gdy użyła jego imienia.
-Chciałam… No… No, chciałam Ci podziękować… Za dzisiaj, za marynarkę, ogólnie za wszystko.
-No to czekam- uśmiechnął się ironicznie.
-Dziękuję… - wyszeptała mu do ucha i pocałowała w policzek.
-A co do marynarki to możesz mi ją oddać…
-Zwariowałeś?! Nigdy jej już nie zobaczysz!- wystawiła mu język i zniknęła za drzwiami.
Smok pokręcił głową ze śmiechem, a Miona osunęła się po drzwiach i dotknęła opuszkami palców swoich malinowych ust. Zaśmiała się krótko i po raz kolejny tego dnia zaciągnęła się perfumami blondyna.
Wieczorem Blaise wbiegł zdyszany do dormitorium chłopaków i krzyknął:
-Smoku! Chcę się założyć!
-O co?
-Wypijesz jedną butelkę Ognistej duszkiem!
-Spoko. Nagroda?
-Jak wygram to wbiegniesz do Wielkiej Sali na śniadanie spóźniony, klękniesz przed Hermioną i wyznasz jej miłość.
-Dobra- powiedział pewny wygranej Draco. –Ale jak ja wygram to ty będziesz przez tydzień chodził w koszulce Kocham Pottera i nikogo innego!
-Zgadzam się!
Tymczasem w sypialni obok.
-Miona! Mogę się z tobą o cos założyć?
-Ale o co, Luna?
-Wypijesz duszkiem całą butelkę Ognistej!
-Spoko. Jak wygram to przyjdziesz na lekcje w ciuchach Astorii!- powiedziała była Gryfonka.
-Okej. Jak ja wygram to wyznasz miłość Draco!
-Trzy, dwa, jeden… START! – w obu dormitoriach odbywał się właśnie ten sam konkurs. Nikt, oprócz organizatorów nie wiedział o zaczarowanych butelkach, które napełniały się tak, aby nikt tego nie zauważył, ale żeby organizatorzy wygrali.
Następnego dnia rano Hermiona obudziła się i zdziwiona zorientowała się, że wciąż ma na sobie marynarkę blondyna. A ponieważ było jeszcze wcześnie postanowiła coś poczytać, podeszła więc do biblioteczki, ale jak to na Niezdarę przystało potknęła się i upadła na płytki tuż obok regału. Przestraszyła się, gdy zamiast biblioteczki zobaczyła barek, mniejszy od barku z pokoju obok, ale nadal imponujący. Zaciekawiona nadepnęła na płytkę, na której jeszcze przed chwilą leżała, a barek zamienił się z powrotem w regał z książkami. Miona obudziła szybko swoje współlokatorki i pokazała im odkrycie na środkowej biblioteczce. Rozanielona Pansy szybko podbiegła do półki po prawej stronie i zaparło jej dech w piersiach. Kiedy Luna i Misia ujrzały tajemnicę skrywaną przez regał również nie wiedziały co powiedziec. A była to ogromna, prawie jak pół Wielkiej Sali garderoba w pełni wypełniona ubraniami w rozmiarze Ślizgonek. Po dwóch tak wspaniałych odkryciach podbiegły do ostatniej płytki i wspólnie rozwiązały tajemnicę. W jednej chwili, gdy ukazało się kolejne sekretne pomieszczenie, wszystkie dziewczyny piszczały, a drzwi do łazienki otwarły się z hukiem. Po chwili, kiedy dym już opadał, wyłoniło się tam trzech dobrze zbudowanych mężczyzn z uniesionymi różdżkami* w samych bokserkach. Wywołało to śmiech, strach i zawstydzenie ze strony właścicielek pokoju.
-Co się stało? –zapytała Hermiona.
-Usłyszeliśmy krzyki z waszego pokoju i myśleliśmy, że ktoś was zaatakował, więc przyszliśmy was uratować!- powiedział Harry stojący po prawej stronie.
-Tak właśnie było, sir! –wykrzyknął Blaise jednocześnie salutując, który stał po lewej stronie.
-Ja tam przyszedłem, bo mnie zaciągnęli –wzruszył ramionami Draco.
-Po pierwsze, pukać albo Alochomory was nie nauczyli?!- zaczęła wyliczać Misia, ale przerwał jej Diabeł.
-Pukać to ja umiem –stwierdził poruszając zabawnie brwiami.
-Nie o to jej chodziło bałwanie!- Luna uderzyła go lekko w tył głowy.
-Po drugie, odkryłyśmy nasze sekretne pomieszczenia –kontynuowała Pansy.
-Po trzecie, piszczałyśmy na widok garderoby z dodatkami. Tyle butów, tyle biżuterii, tyle torebek, a to wszystko w pomieszczeniu wielkości połowy Wielkiej Sali! –powiedziała Luna.
-Po czwarte, świat ratuje się w spodniach –zadrwiła Misia.
-A co Gryfoneczka się peszy?- zadrwił Smok.
-Nie, ale gdybym przypadkiem miała aparat to z przyjemnością zrobiłabym Ci zdjęcie i w Magicznej Przeróbce założyłabym Ci pod te bokserki rajtki niczym Superman. I dla twojej wiadomości: NIE. JESTEM. GRYFIAKIEM.! –wysyczała ostatnie zdanie.
-Nie kłam, dobrze wiem po co byś robiła te zdjęcie i bynajmniej nie dla przeróbki mnie na jakiegoś super-bohatera.
-Z Ciebie jest bohater jak ze mnie McGonagall.
-Witam panią profesor w takim razie.
I kłócili się tak przez jakiś czas, a pozostali na początku obserwowali i nagrywali sprzeczkę, ale po kilku minutach znudziło im się to, więc położyli kamerę i pogrążyli się w rozmowie. Przez to nie zauważyli jak ich ulubiona para zbliża się do siebie i ścisza głos z każdym zdaniem. Niestety członkowie fanklubu Najlepszej Pary Jakiej Świat Nigdy Nie Zobaczy, tak umiejętnie ich zignorowali, że zapomnieli o ich istnieniu.
-Jesteś bezczelny –mówiła stojąc dwadzieścia centymetrów od niego. Ale za to jaki przystojny- myślała wypowiadając te słowa.
-A ty wkurzająca- powiedział przybliżając się do niej o krok. Ale też cholernie seksowna- pomyślał jak skończył mówić.
-Marzę, żebyś zniknął mi z oczu –wyszeptała opierając ręce na jego torsie. Ale zaraz potem wrócił i popatrzył na mnie tak jak teraz –marzyła patrząc w jego tęczówki.
-A ja, żebyś nie przeszkadzała mi tutaj i zmieniła pokój –szepnął mieszając swój oddech z jej. Ale na mój- dopowiedział w myślach.
-Nie chcę Cię już więcej widzieć –powiedziała tak cicho, że nie była pewna czy to myśl, czy słowa. Ale najpierw mnie przytul tak jakbyś miał w rękach największy skarb.
-Z wzajemnością- odpowiedział równie cicho. Ale najpierw pozwól bym Cię podziwiał tak żebyś nie odeszła.
-Nienawidzę Cię –powiedzieli równocześnie. Ale chyba Cię kocham- zdali sobie sprawę.
Po mimo wrogich słów i świadomości, że i tak Hermiona się tym nie przejmuje, słone łzy chciały wydostać się na powierzchnię, gdy Miona to poczuła próbowała je zatrzymać, ale mimo to jedna łza wypłynęła. Widząc to Malfoy się zmieszał, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo Misia zniknęła za drzwiami łazienki.
-Granger! Otwórz! Granger! –zaczął się dobijać do drzwi, które zablokowała Ślizgonka.
-Spieprzaj! –usłyszał jej niepewny głos.
Zły wrócił do swojego pokoju, gdzie drzwi do łazienki były, nadal, otwarte na oścież. Pokiwał głową z  politowaniem nad działaniami Prefekt Naczelnej. Kiedy wszedł do pomieszczenia, w którym, jak jej się wydawało, zamknęła się Niezdara. Ujrzał ją całą w ubraniu, siedzącą pod prysznicem. Makijaż zmyl się doszczętnie pozostawiając jedynie niewyraźne smugi na policzkach, wszystkie ubrania przylegały do jej szczupłego ciała, mokre włosy przyklejały jej się do twarzy, a łzy mieszały się z wodą z prysznica.
-Ale i tak jest piękna-pomyślał Draco, za co skarcił się.
-Granger…
-Co ty tu robisz? Jak tutaj wszedłeś?- zapytała cicho i niepewnie.
-Przyszedłem, bo zaczęłaś płakać i chciałem się dowiedzieć dlaczego, a wszedłem przez nasze dormitorium.
-I tak Cię to nie obchodzi, i tak Ci nic nie powiem, i tak stąd nie wyjdę… Wymieniać dalej?
-No to skoro nie wyjdziesz to posiedzę tutaj z tobą –jak powiedział tak zrobił, ściągnął koszulkę, podszedł do niej i usiadł naprzeciwko niej pod strumieniem, jak się okazało zimnej wody.
Osiągnął zamierzony efekt, bo dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
-Głupek –parsknęła Misia.
-Ej, wypraszam sobie! –mówiąc to chlapnął Ślizgonkę wodą, która nazbierała się w brodziku.
Misia mu oddała i tak ciągle. W końcu blondyn wstał, wziął na ręce lekką jak piórko Granger i wrzucił ją do basenu, ale przestraszył się, gdy ona nie wypływała na powierzchnię. Szybko wskoczył do wody i ujrzał byłą Gryfonkę, która miała przymknięte powieki i nie ruszała się. Postanowił zareagować natychmiast i pocałował Hermionę w usta, a potem wypłynął na powierzchnię. Samodzielnie wyszedł z basenu i już miał odchodzić, ale zobaczył Niezdarę, jak kurczowo trzyma się brzegu i nieudolnie próbuje wyjść z basenu.
-Drrracoo… -powiedziała łamiącym się głosem. –Bo… bo… Bojanieumiempływać…
-Możesz powtórzyć?
-No, bo ja nie umiem pływać…
-Zauważyłem, ale czemu nie powiedziałaś?
-Kiedy? Jak miałeś mnie na rękach podczas biegu do basenu, jak mnie do niego wrzucałeś, jak rozpaczliwie próbowałam złapać oddech przed wpadnięciem do wody, jak mnie całowałeś? –powiedziała na jednym tchu.
-Widzisz ile miałaś do tego sytuacji?- uśmiechnął się ironicznie.
-A tak właściwie to dlaczego mnie pocałowałeś? –zapytała nie patrząc mu w oczy, bo wiedziała, że jakby popatrzył to zobaczyłby tą narastającą i irytującą nadzieję.
-Brakowało Ci tlenu, prawda? Trzeba Cię było ratować, inaczej posądziliby mnie o zabójstwo, a tego byśmy nie chcieli, prawda? –zaśmiał się krótko i podał jej rękę, ponieważ wciąż starała się wyjść z basenu.
Zdziwił się, gdy zamiast odrzucić go do tyłu poczuł jak przechyla się do przodu i ląduje w wodzie.
-Witam panie Niezdaro, w czym mogę pomóc?- uśmiechnęła się do niego bezczelnie.
-Gratuluję Ci, pani Niezdaro. Właśnie straciłaś pomoc –odwzajemnił uśmiech i wyszedł z wody.
-Ale.. DRACO! Draco! Proszę!- krzyknęła, ale potem ściszyła głos.
-Możesz powtórzyć, bo nie usłyszałem?- przybliżył się do niej.
-Zaraz będziesz mieć powtórkę z rozrywki jeżeli mnie nie wyciągniesz!- wrzasnęła mu prosto do ucha.
-Dobra, poddaję się! –zaśmiał się i pomógł byłej Gryfonce wyjść z basenu.
-Dzięki, Malfoy…
-Wcześniej Draco, teraz Malfoy? Ojj, Granger grabisz sobie! –teatralnie pogroził jej palcem.
Misia uśmiechnęła się tylko słodko i ruszyła w stronę swojego pokoju, ale z powodu zimnego prysznica po całej łazience rozlała się woda, ponieważ pewien Prefekt Naczelny zapomniał zakręcić strumienia wody i dziewczyna straciła równowagę.
-Hermiono, ile jeszcze razy będę musiał to powtarzać? Wiem, że jestem cholernie inteligentny, przystojny, seksowny i większość dziewczyn na mnie leci, ale bez przesady, na każdym kroku nie musisz mi tego pokazywać, ja rozumiem- powiedział Smok tonem psychologa do chorej umysłowo osoby, bardzo powoli i dokładnie, trzymając ją w objęciach.
-Draco, wiem, że jestem cholernie inteligentna, ładna, seksowna i większość chłopaków na mnie leci, ale mógłbyś mnie wreszcie puścić, rozumiem, że ci się podobam, ja rozumiem –zacytowała jego słowa ze złośliwym uśmiechem.
-Wiesz co Granger, wolę cię jak mnie o coś błagasz niż jak mnie obrażasz.
-Wcześniej Hermiona, a teraz Granger, grabisz sobie –zaśmiała się po raz kolejny cytując jego słowa.
-Kim jesteś i co zrobiłaś z Hermioną Granger?
-Pani Niezdara, miło mi, a pan to?
-Pan Niezdara, witam panią. Wiedzę, że jest pani zimno –zauważył, gdy Miona zatrzęsła się trochę- proszę, niech pani założy i przyjmie tą koszulkę jako znak pokoju.
-Dziękuję panu –założyła koszulkę na swoje przemoknięte ubrania, ale ta od razu zrobiła się mokra.
Draco jako dżentelmen zaoferował jej ramię i wesoło rozmawiając ruszyli do niedawno wysadzonych drzwi. Przez cały dzień rozmawiali zwracając się do siebie per pani/pan Niezdara, a wszyscy uczniowie jak i nauczyciele przypatrywali się temu ze zdziwieniem. Malfoy nieodstępujący  Hermiony na krok, zawsze oferujący jej ramię i na dodatek żartujący z nią to wyjątkowo niespotykany widok. Hogwart już wie, że po tej parze można się spodziewać wszystkiego, np... prawie wszystkiego.
-Misiaaaa! –wrzasnął Malfoy wbiegając do Wielkiej Sali.
-Smokuuu! –zawołała go Hermiona.
-Misia, Misiaczku! Kocham Cię nad życie, kocham Twój nosek, kocham Twoje usta, kocham Twój charakterek, kocham Cię całą! KOCHAM CIĘ! –wrzeszczał klęcząc przed Ślizgonką, która popatrzyła na Lunę, na co ona pokiwała głową.
-Smoku, Smoczku! Kocham Cię bardziej, kocham Twoje platynowe włosy, kocham Twoje ubrania, kocham to jak przepuszczasz mnie w drzwiach, kocham Cię więcej niż całego! KOCHAM CIĘ!
-A więc jeżeli ja Ciebie kocham i Ty mnie kochasz, odjedźmy na białym rumaku ku zachodzącemu Słońcu!
-Blasie!- wykrzyknęli oboje.
-Kochanie, przepraszam Cię bardzo, ale mam tylko czarnego końa, czy może być? –zapytał Draco poważnym tonem.
-Oczywiście, że tak! Czarny jest nawet lepszy, będziemy oryginalniejsi!
-Diabełku, na kolana! –poprosiła przemiłym tonem pani Niezdara.
-No właśnie Diabełku, na kolana! –zaśmiała się Luna na co on posłał jej mordercze spojrzenie, ale posłusznie przyklęknął, żeby później stać w miejscu na czworakach.
Malfoy usiadł pierwszy i pociągnął dziewczynę na swoje kolana.
-Na koniec świata i jeszcze dalej! –wykrzyknęła Miona, a czarny rumak ruszył.
-Nieźle to odegraliśmy, kochanie!- wyszeptała mu do ucha jednocześnie je przegryzając.
-Dobrzy z nas aktorzy, skarbie!- powiedział jej prosto do ucha, a potem musnął jej policzek ustami.
Oczywiście ruszyli się z miejsca jedynie o kilka metrów, więc cały Hogwart był pewny, że szeptali sobie miłosne słówka.
Po południu Hermiona nie miała ostatniej lekcji, ponieważ Hagrid zatruł się czymś na śniadaniu. Wyciągnęła więc z torby książkę i ruszyła przed siebie. Przed portretem skończyła czytać opasłe tomisko liczące prawie 300 stron, a że Herm była wyjątkowo aktywną osobą i lubiła ruch kreśliła na ścianie znak Insygniów Śmierci, co chwilę  w różnych miejscach salonu. Wreszcie stojąc przy schodach i nucąc sobie piosenkę zakreśliła ostatni znak, który, ku jej zdziwieniu, rozsunął schody prowadzące w dół. Dziewczyna była również bardzo ciekawska, więc od razu ruszyła w dół schodząc ostrożnie po stopniach. Rozczarowała się widząc jedynie przestronny parapet wyłożony miękkim materiałem przypominającym materac, wiele poduszek przyozdabiało go. A w ścianie prostopadłej do okna znajdowało się wiele ksiąg, zapewne innych niż w bibliotece szkolnej, w której nawiasem mówiąc Granger nie miała już czego szukać. Przysiadła na parapecie i od niechcenia spojrzała za szybę, a widok, który się tam rozpościerał zapierał dech w piersiach. Zachodzące Słońce błyszczało w tafli hogwarckiego jeziora, a promyki wesoło tańczyły z opadającymi liśćmi Bijącej Wierzby. Kilka par czy grupek znajomych przechadzało się po błoniach wykorzystując ostatnie dni ciepłej jesieni. Zauroczona Tym widokiem Niezdara zasiedziała się  tajemniczym pomieszczeniu tak długo, że przegapiła kolację i z zainteresowaniem obserwowała tysiące gwiazd odległych o tysiące lat świetlnych oraz rogalik księżyca dwa dni przed nowiem. Przez kolejne dni przychodziła tam codziennie, odrabiała tam lekcje i spędzała swój czas na myśleniu o wszystkim i o niczym. Pewnego wieczora szybko zbiegała po schodach obładowana notatkami, ale ujrzała kogoś na jej stałym, od kilku dni, miejscu. Poczuła także zapach tytoniu na co uśmiechnęła się szerzej, lubiła czasem zapalić, ale nie była uzależniona. Bezszelestnie wślizgnęła się do pokoju, ale wszystko poszło na marne, gdy z wrażenia upuściła wszystkie pergaminy z notatkami. Na parapecie siedział blond włosy Ślizgon i z lubością formował kółka z dymu tytoniowego.
-Malfoy?
-Granger? Co ty tu robisz?- zdziwił się.
-Stoję, nie widać?- zironizowała, po czym zaległa niezręczna cisza.
Wychowanka domu Węża przysiadła się do Dracona i nic nie mówiąc zabrała mu papierosa.
-Mogłaś poprosić –stwierdził Smok podnosząc brew w charakterystyczny sposób.
-Ej! Jak ty to zrobiłeś? –wykrzyknęła Niezdara.
-Ale co?
-No to!- dziewczyna podniosła brwi, ale widząc niezrozumienie na twarzy Prefekta przytrzymała jedną brew na co on zaśmiał się głośno.
-Do tego trzeba mieć wrodzony talent kochanie.
-Tylko nie kochanie!- wypuściła kłębek dymu w przestrzeń.
-A dlaczego skarbie? –zapytał zapalając nowego papierosa i zaciągając się.
-Bo nie!
-To nie jest żadne wytłumaczenie, słoneczko –wypuścił dym, który ukształtował się w okręg.
-Naucz mnie tak!
-Już o tym rozmawialiśmy, do tego trzeba mieć wrodzony talent.
-Nie o to mi chodzi! –machnęła lekceważąco ręką.
-Oświeć mnie!
-No.. Nauczysz mnie palić w kółko? –zapytała z miną kota ze Shrek’a.
-Co? –nie zrozumiał.
-Jak ty robisz, że jak wypuszczasz dym to jest takie kółeczko a nie kłębek? –zapytała gestykulując palcami i nie przestając patrzeć się na niego w charakterystyczny sposób.
-No już! Poddaję się!- podniósł ręce do góry w geście przegranej. –Tylko nie patrz się tak na mnie!
-Wiesz, Malfoy… Czasem jesteś naprawdę denerwującym człowiekiem.
-I za to mnie kochasz! –zaśmiali się oboje.

Żadne z nich nie spodziewała się, że przerwanie samotności w, jak im się obojgu wydawało, sekretnym miejscu podziała na nich równie kojąco, czy nawet nie bardziej, niż przebywanie tam na osobności. Dodatkowym plusem był fakt, że Misia nareszcie nauczyła się palić w kółko, o czym od niedawna marzyła. Para nie była świadoma faktu, że fanklub, który posiadał już jakże dźwięczną nazwę I ship Dramione, sprzedawał już na czarno koszulki z ich nazwą oraz w każdym możliwym ubraniu lub nawet we włosach Draco i Hermiony wszczepione były mikroczipy GPS i jeszcze mniejsze kamery. Gadżety te ufundowała firma Weasley&Weasley, czyli główni sponsorzy akcji śledzenia pary Prefektów. 

*bez skojarzeń zboczuchy xD

sobota, 5 października 2013

Miniaturka #1 Ja wiedziałam o wszystkim cz. 2

PRZEPRASZAM! Tak to jest z moim 'w najbliższym czasie', przez to ponad miesięczne opóźnienie jestem strasznie niezadowolona z miniaturki, mimo, że tak jak 1 część liczy około 8 stron w Wordzie, z czego powinnam być dumna. No cóż, tak to ze mną jest, nie wolno mi ufać! Wytłumaczę się tym, że po napisaniu Oceny Wybitnej pojechałam z rodzicami nad morze i musiałam sie spakować, potem jak wróciliśmy to nie miałam weny, jeszcze później zapomniałam o tym, aż w końcu zaczął się rok szkolny, a jestem teraz w pierwszej gimnazjum i po miesiącu stwierdzam, że kocham podstawówkę.  xD W każdym razie dzisiaj, a właściwie wczoraj po ponownym oglądnięciu Transformersów 3 i 51 odcinaka Fairy Tail, stwierdziłam, że już za długo nic nie było i BUM! napisane prawie 4 strony, chociaż z początku środka nie jestem dumna, końcówka według mnie też mogła być lepsza, ale będzie jeszcze kolejna część, za co z góry przepraszam! I oczywiście się rozpisałam. Jeszcze raz przepraszam! I dziękuję za 14 obserwatorów, 34 głosy w ankiecie na czytelnictwo i aktualnie 4,737 wyświetleń bloga, nie zasłużyłam! Jeszcze po przeczytaniu proszę o głos w ankiecie! Dziękuję, przepraszam i proszę! 
ZAPRASZAM!

&&&

Część 2. Zakłady
-I ostatnia Hermiona Granger!
-Dzisiaj zupełnie inna niż 7 lat temu. Zła, inteligentna, odważna,  przyjacielska, z ograniczonym zaufaniem., ambitna, mugolaczka. Hmm. Trudne, bardzo trudne. A więc niech będzie… SLYTHERIN!
W Wielkiej Sali zapanowało milczenie. A po chwili dało się słyszeć szepty, niektóre współczujące, inne gardzące, a jeszcze inne zdziwione lub zawiedzione. Sama Minerva stała osłupiała przy krześle, na którym nie było już uczennicy. Miona wstała z maską obojętności i bijącym od niej chłodem. Podeszła do stołu przy którym jedzą uczniowie domu Węża, odwróciła się i wręcz wysyczała.
-Na co się gapicie? Widocznie macie się mnie teraz bać, skoro tak was zdziwił mój przydział. Zwłaszcza ty, Wieprzlej.
Przy końcu stołu zasiadały jej przyjaciółki w towarzystwie, już czterech Ślizgonów. Pansy machała do niej, żeby zwrócić na siebie uwagę, a Luna była pogrążona w rozmowie z chłopakami. Kiedy Hermiona już usiadła Tiara Przydziału znowu przemówiła.
-Minervo, dlaczego nie wyczytałaś jednego ucznia?
-Sądzę, że będzie on w tym samym domu, więc nie widziałam potrzeby.
-Tak sądzisz? A może się boisz go stracić? W każdym razie wszyscy to wszyscy. Harry Potter! –Wybraniec wstał i szedł wolno, z rękami w kieszeni i lekkim uśmiechem na ustach. –Witaj Złoty Chłopcze. Dawno temu siedziałeś tu i błagałeś mnie, żebyś nie stał się wychowankiem Salzara. Teraz nie widzę takiej potrzeby. Ja wiem, ty wiesz, więc może ściągnij mnie i udaj się tam, gdzie zawsze było twoje miejsce, a ja, dopiero gdy usiądziesz powiem wszystkim Twój dom.
Chłopiec-Który-Zawsze-Robi-Zamieszanie odłożył kapelusz na krzesło i zaczął krążyć między stołami trzech domów. W Gryffindorze przystanął na chwilę, popatrzył na swoje miejsce i odszedł. Przy stole Hufflepuff’u zauważył Rona, który trzymał mu miejsce i zawzięcie machał do niego.
-Spierdalaj, Weasley –powiedział, a dzięki ciszy panującej w Sali usłyszał to każdy.
-Panie Potter! -10 punktów dla Gryffonów! –wykrzyknęła McGonagall, na co on uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Krukoni uśmiechali się, jakby to był jasne, że do nich trafi. Podszedł do ich stołu, usiadł i wstał tak szybko, że nikt nie zauważył zmiany stołów, jaką wykonał.
-Dobrze, Potter. Wiedziałam, że mnie nie zawiedziesz. Harry Potter! SLYTHERIN!
Po Wielkiej Sali rozniosły się szepty tak duże, że nawet Bitwa odbywała się ciszej. Przy stole Ravenclaw’u wszyscy rozglądali się za siedzącym stół dalej Harry’m. Potter dołączył do Hermionay, Pansy, Luny, Blaise’a, Draco, Fred’a i George’a, którzy uśmiechali się jak na Ślizgonów przystało. Po uczcie, którą przegadali udali się do dormitoriów. Kiedy Miona z Pansy i Luną stanęły przy obrazie przedstawiającym czterech założycieli Hogwartu  chciały się pożegnać.
-No to sorry, chłopaki, ale to nasze dormitorium.
-Mylisz się, kocico- zwrócił się Zabinii, do Granger. –To też nasze dormitorium. Smoczek został prefektem naczelnym. Dostał własną sypialnię, ale był taki miły, że przygarnął i cudownego Diabełka, i szlachetnego Pottiego.
-O nie! Teraz będę musiała was znosić cały czas.
-Ty też się mylisz, Luna. I tak byś musiała, a to jest proste ułatwienie dla nas- Wybraniec objął blondynkę w przyjacielski sposób i lekko poczochrał jej włosy.
-Przynajmniej łazienkę mamy osobno- westchnęła Pansy.
-Co wy dzisiaj macie?! Niestety lub stety –Draco poruszył śmiesznie brwiami- łazienkę też mamy jedną.
Dziewczyny wydały z siebie jęk zawodu.
-Hej, Fred.
-Tak, George?
-Czy ty też…
-czujesz się wyłączony z dyskusji?- bliźniacy dokończyli razem.
-Ale nie martw się, George.
-Zaraz pokażemy im smutną…
-A raczej wesołą rzeczywistość.
-Boo…- znów zaczęli razem, ale Hermiona im przerwała.
-Możecie przestać tak mówić?! To cholernie wkurzające!
-No dobrze, już dobrze.
-Chodzi nam o to, że nie musimy się rozstawać, bo jako najstarsi uczniowie chodzący do tej szkoły, od jej powstania nie było ucznia w wieku 20 lat! –wytłumaczył im George- dostaliśmy prywatne dormitorium, które na wasze szczęście znajduje się za tym portretem, tyle, że my mamy prywatną łazienkę. Dzielimy z wami tylko pokój wspólny.
-Szkoda. Ale na co czekamy? Wchodzimy! Slytherin na wieki –Salzar ukłonił się im, a inni założyciele skrzywili się słysząc to okropne hasło. Ku ich zdziwieniu obraz nie przesunął się, lecz  rozpłynął, a ich oczom ukazał się ogromny Pokój Wspólny. Ściany zostały zaczarowane, z daleka falowały odcieniami zieleni, a gdy stanęło się przy nich tapeta znikała i przy jednej ścianie rozpościerał się widok na Hogwart, a przy drugiej na błonia, Zakazany Las i w oddali boisko do Quidditch’a. Przed wielkim kominkiem, w którym palił się ciepły, niebieski ogień leżał wielki, puchaty dywan w odcieniu nieba. Nowoczesne, tapicerowane na biało sofy ustawiały się w okrąg wokół niewielkiego stolika kawowego. Na jednej z dwóch nieoszklonych ścian znajdował się regał wypełniony książkami i innymi pergaminami. Równolegle do niego stały gigantyczne, samotne drzwi. Pierwszy przekroczył je Blaise, który zdążył już dotknąć każdą książkę i pergamin, stwierdzić która część kanap jest najwygodniejsza, położyć się na dywanie, włożyć rękę do ognia, który go nie zranił co on skwitował tylko Przecież Diabły są Synami Ognia, przyjrzeć się każdej wierzy zamku i odnaleźć drzewo dające duży cień na błoniach i popukać w drzwi nie omijając ani kawałka. Zniknął za wrotami, lecz zaraz podbiegł do dziewczyn ze strachem w oczach.
-Mamoooooooooo!- wykrzyczał patrząc na każdą z nich.- Bo… bo.. bo tam jest więcej drzwiiiiiiiiiiii –wychlipiał im w rękawy, a one stały z minami wyrażającymi jedno i to samo zdanie Kim jest ten idiota, dlaczego mnie dotyka i o czym on do jasnej cholery mówi?!
-Więc?- zapytał wreszcie Harry.
-Więc, Wybrańcze padły wszystkie nadzieje, że ktoś popełnił błąd i nie ma szans na to, żebyśmy dzielili pokój z Mionusią, Lunałką i Pansiaczkiem –gdy to powiedział reszta mężczyzn, w tamtej chwili małych chłopców padła na kolana i zaczęła teatralnie szlochać, jedynie Pansy, Luna i Hermiona stały z wściekłymi minami i wysyczały w stronę Zabini’ego.
-Jeszcze raz mnie tak nazwiesz, a twój śmiech zniknie razem z tobą w otchłani jeziora na błoniach –poczym odeszły gustownym, zsynchronizowanym krokiem głośno trzaskając drzwiami.
-Czy jak my tak mówimy to też jest to tak denerwujące? –zapytał Fred.
-Czy może to przez to, że powietrze wokół nich, aż kipiało od seksapilu? –dołączył George.
-Nie wiem, ale współczuje osobie, która będzie chciała jej tak nazwać –odezwał się fachowym tonem czarnoskóry.
-Gratuluję Diable! Sięgnąłeś dna współczując samemu sobie!- zironizował blondyn.
-Idziemy czy czekamy, aż zajmą nam nasze sypialnie?- Chłopiec-Który-Przeżył wstał z białej podłogi.
Kolejne pomieszczenie nie zaskakiwało tak jak salon. Ściany, już nieoszklone ukazywały ten sam wzór co Pokój Wspólny. Przedpokój był owalny, przy ścianie biegły schody prowadzące w górę. Na tym piętrze znajdowała się para drzwi ze srebrnymi tabliczkami, na których wygrawerowano imiona osiemnastolatków. Bliźniacy mieszkali wyżej.
-No to co chłopaki? Za 5 minut widzimy się u dziewczyn w pokoju?
-Przyjdźcie do nas to je zaskoczymy przez łazienkę –uśmiechnął się Diabeł kolejny raz dając im przykład, że nie bez powodu ma taki przydomek.
Podczas ich szatańskich intryg dziewczyny zdążyły oglądnąć, wkradając się za pomocą czarów lub wchodząc przez łazienkę ich dormitoria i zostawić tam niemały bałagan, oczywiście podpisały się jako Córki Salzara. Wszystkie sypialnie wyglądały bardzo podobnie, trzy lub dwa łóżka, biblioteczka, biurko i dodatek dostosowany do właścicieli. Ślizgonki rozpoczęły swoją podróż od pokoju bliźniaków, do którego wchodziło się bezpośrednio przez klapę w podłodze, na której kończyły się schody. Okrągły, przeszklony pokój podzielony był przez pół i obydwie części wyglądały jak swoje lustrzane odbicia. Dwa ogromne łóżka stały do siebie plecami na środku pokoju. Na przeciwko mebli znajdowały się biurka z białego drewna. Drzwi, które mieściły się symetrycznie po obu stronach prowadziły do łazienki wyglądającej tak samo jak łazienka prefektów jednak ładniejszej kolorystycznie. Jedynym niesymetrycznym elementem była ogromna półka na książki przecinająca niewidzialną linię dzielącą pomieszczenie. Hermiona szybko odkryła, że ta mini biblioteczka ma za zadanie tylko uśpić czujność nieproszonych gości, ponieważ po wyciągnięciu jednej z ksiąg regały rozsuwają się ukazując gabinet idealny do tworzenia nowych projektów do Magicznych Dowcipów. Pansy przykleiła im do odpowiedniej księgi karteczkę z informacją o jej tajemnicy. U osiemnastolatków znajdują pomieszczenie zadziwiająco podobne do ich pokoju tylko u mężczyźni nie ma trzech regałów tak jak u nich, lecz tylko jeden na długości całej ściany oraz pokój płci pięknej jest utrzymany w barwach czerni i bieli, u nich jest przeważa zieleń ze srebrem. Przechodząc przez łazienkę lub jak kto woli ośrodek SPA trudno nie zauważyć ogromnej wanny, większej niż w łazience prefektów, stołów do masażu, sauny czy otwartego prysznica schowanego za mleczną szybą. Wielkie lustra zdobiły biało- zieloną łazienkę, a wszystkie przedmioty codziennego użytku takie jak niezbędna do życia muszla mieściły się za wysoką szafką na kosmetyki, a dwie umywalki zadziwiały swoja prostotą przy innych, tak skomplikowanie pięknych elementach higieny. Przechodząc przez jedne z dwóch ledwie dostrzegalnych, rozsuwanych drzwi z mlecznej szyby znajdowało się w pokoju Ślizgonek. Prostokątna sypialnia z parą drzwi utrzymana w dziewczęcym guście. Przyjaciółki zdziwiły się nieco na widok jednego, przynajmniej ośmioosobowego łoża, lecz nie przejęły się tym zbytnio, już nie raz zasypiały na jednym łóżku po przepłakanym dniu czy na tej samej kanapie, upite. W sumie będą miały przynajmniej wygodnie biorąc pod uwagę fakt tysiąca poduszek i materaca, który jak się okazało był magiczny i łatwo można było zmienić go nawet w łoże wodne. Standardowo trzy biurka i oczywiście tajemnicze biblioteczki. Długo nie mogły odnaleźć właściwej księgi, ponieważ takowa nie istniała. Ich regały miały swój własny, unikalny sposób na otworzenie, na razie go nie poznały. Dzięki jednemu łóżku w pokoju cały dywan był do ich dyspozycji, położyły się na nim i już prawie odlatywały do krainy Morfeusza, gdy drzwi od łazienki otwarły się z hukiem i do pokoju wkroczyli dumni ze swojego wyczynu duzi chłopcy, jak nazywały ich dziewczyny.
-Kiedy otworzę oczy w tym pokoju mają znajdować się tylko jego właścicielki- powitała ich Pansy- Trzy… Dwa… Jeden…
-Nie ma ich? –zdziwiła się Luna.
-Yyy, chyba tak.
-Dobra, ja jestem zmęczona. Zaraz wracam- powiedziała Hermiona i ruszyła do drzwi łazienki, by po dłuższej chwili wrócić ubrana jedynie w krótką piżamkę.- Dobranoc.
-Dobranoc- odpowiedziały dziewczyny.
Miona położyła się i przytuliła ogromną poduszkę.
-Dobranoc, Granger –wyszeptała jej Przytulanka, a Panna-Ja-Wiem-Wszystko wtuliła się w nią jeszcze mocniej.
-Mała, wiem, że jestem wspaniały, seksowny, przystojny i pociągający, ale za poduszkę to ja robić nie będę- znała ten głos, był taki głęboki, miły dla uszu.
-Yhm…
-To my może wyjdziemy, co Smoku? Wy tu sobie poleżycie, poprzytulacie, nie będziemy wam przeszkadzać…
-Zabinii! Malfoy! Potter! Weasley! Wynocha! Już! –wrzasnęła Parkinson.
-Pansy, nie krzycz tak, bo ich obudzisz- stwierdził Harry, gdy zauważył, że Draco też odpłynął w krainę Morfeusza.
-Czekajcie, cicho. Dajcie aparat! Szybko!- Blaise myślał tylko o jednym.- Będzie zabawa!
Po kilku minutach na kliszy magicznego aparatu widniało kilkadziesiąt zdjęć przedstawiających wrogów w pozycjach, w których wyglądali na co najmniej zakochanych. Na jednym byli przytuleni, na innym ich usta dzieliły minimetry, na kolejnych Hermiona trzymała dłoń na jego policzku,  trzymali się za ręce, a na ostatnim, zdecydowanie najlepszym według Diabła, Dracze leżący pod Mionką, która opierała głowę na jego obojczyku, a rękami obejmowała jego szyję, trzymał obie dłonie na pośladkach Granger’ówny odzianych jedynie w koronkowe stringi.
-Dobra, koniec tego dobrego. Trzeba ich budzić, bo nici z naszego picia! –Fred przypomniał sobie powód, dla którego znaleźli się w pokoju przyjaciółek.
-No to co, Aquamenti?
-Aquamenti!- w tej samej chwili z sześciu różdżek wyleciało sześć strumieni wody skierowanych do nieświadomych niczego gołąbeczków.
-Co jest?!- wrzasnęli oboje budząc się w tym samym momencie.
Kiedy zorientowali się w jakiej pozycji się znajdują oboje wytrzeszczyli oczy, a Miona momentalnie zeskoczyła z łóżka przy okazji się wywracając, a na jej policzki wkradły się różowe plamki oznaczające rumieńce.
-Co wy tu do jasnej cholery robicie?!- wrzasnęła palcem wskazując na każdego z chłopaków, pomijając Malfoy’a, a drugą ręką zaciągając materiał piżamy na uda.
-Hermi, nie masz się co zakrywać, jak spaliście…
-Zabini siedź cicho!- przerwała mu Pansy.
-Jak spa-liś-my? O co wam chodzi?! Dawaj to!- wyrwała George’owi butelkę Ognistej i zaciągnęła dość sporego łyka.
-No to tego… Hermiona zaczęła, więc PIJEMY!- zakończył dyskusje Chłopiec-Który-Przeżył.
-Zgadzam się Wybrańcze! –Luna podbiegła do Granger i zabrała jej butelkę.
Wciąż skołowana Panna-Ja-Wiem-Wszystko szybko założyła szorty i dołączyła do koła przyjaciół, którzy już zdążyli wypić butelkę Whiskey. Mimo wcześniejszego zbliżenia Draco i Hermiona zdawali się o tym zapomnieć w równym stopniu co o swojej obecności, a wszyscy zebrani specjalnie nie nawiązywali do tej sytuacji.
-Ej, ej! Dlaczego Złoty Chłopczyk, Smoczek i Diabełek mają takie fajne pseudonimy? Ja też chce! I w ogóle wszyscy powinniśmy mieć! – wykrzyknęła lekko pijana Luna.
-Ta blondi dobrze gada, polać jej! – Pansy zaśmiała się ze swoich słów.
-Mam dla George’a!- wrzasnął Fred, po czym wziął szczotkę do włosów Miony i zaczął nią wymachiwać. –Ja Ciebie chrzczę! Od dziś nazywasz się Guru!
-Ejj, ja wymyśliłam dla Freda! Fiut! –powiedziała Luna wyrywając mu szczotkę z rąk.
-Nie, nie pasuje. Ffff… Fred…- zastanawiał się Diabeł.- Mam! Felix!
-Taak, to jest zdecydowanie lepsze- Miona podniosła się na nogi, lecz przez ilość alkoholu w jej organizmie miała powrócić na podłogę, ale uchroniły ją przed tym silne, męskie ramiona, a raczej przystojna twarz arystokraty.
-Kurwa! Niezdaro! Zejdź ze mnie! –zrzucił ją z siebie Draco.
-Jakoś kilka godzin temu Ci to nie przeszkadzało- mruknął pod nosem Harry.
-Niezdaro… Dobre, ale może być coś lepszego… Hermiona, Hermisia, Misia, Misia jest dobre! –stwierdził Zabini.
-No to Mionka, masz, aż dwie tożsamości! –zaśmiała się Pansy. – A teraz ja!
-Pans, Czarna, Panda, proste- wyliczała na palcach Luna.
-Ok., może być.
-Luno Lovegood, ty zaś od dzisiaj będziesz reagować na te słowa: Lulu, Blondi, Good. I zobowiązuje Cię do tego, nowy ja, czyli Guru.
Impreza trwała i trwała, a zdjęcia naszej pary się drukowały i drukowały, ale o tym później. Przejdźmy do popołudnia następnego dnia.
-Merlinie, nie wiem kto to wymyślił, ale zapas eliksiru na kaca w łazience to był najlepszy pomysł na świecie! –mówił Smok wypijając niebieskawą substancje.
-Już się tak nie ekscytuj, bo Ci miejsca w spodniach zabraknie- sarknął Diabeł.
-Tobie wczoraj już zabrakło jak nasze Córki Salzara usnęły jedna po drugiej padając na Ciebie, gadaj co im dolałeś?
-Eliksir Słodkiego Snu, nie mogą pić wiecznie, w końcu to tylko Naczelna z przyjaciółkami, nie?
-Taaa, swoją drogą ta Garnger się wyrobiła w tym roku, nie uważasz? –zapytał Malfoy.
-Nowe trofeum? Ile, dwa tygodnie?
-Diable, nie przeceniaj mnie. Dwa miesiące i będzie mi jadła z ręki.
-Nie był bym tego taki pewien, ona nie jest jak reszta…
-Zakład?
-Jasne, ale o co?
-Roczny zapas Ognistej?
-Zgoda, przygotuj pieniądze.
-Ja? Nie jestem pewny czy zdołasz mi ten zapas wykupić, w końcu mój kumpel to alkoholik –zaśmiał się Draco.
-Ciekawe, znam go? –drążył temat Blaise.
-Nie byłabym siebie taka pewna, Malfoy!- pomyślała Miona odchodząc od drzwi.
-Pansy! Pans! Czarna! Parkinson! –wołała Hermiona w dormitorium, próbując odnaleźć przyjaciółkę.
-Czego się drzesz z rana, Mionuś? –zapytała zaspana Panda wyciągając głowę zza stosu poduszek.
-Jest czternasta trzydzieści dwie. Wstawaj, mam interesującą wiadomość.
I koniec końców, one również się założyły. W tym wypadku to panna Granger miała uwieść blondyna z sypialni obok. Tak rozpoczął się rok szkolny w Hogwarcie. A potem było już tylko gorzej.
-Granger, nie właź tak wysoko na tą drabinę dla jakiejś głupiej książki!
-Malfoy, mógłbyś siedzieć cicho i trzymać tą cholerną drabinę?! –wrzasnęła była Gryfonka.
–Gdyby nie twoje zachowanie na eliksirach nie mielibyśmy szlabanu i nikt nie kazałby nam przynieść durnej książki o eliksirach, na którą nie działa Zaklęcie Przywołujące! –myślała.
-Spokojnie, bo jeszcze z tych szczeblów spadniesz, a tego byśmy nie chcieli, prawda?
-A tak swoją drogą Niezdaro to seksowne masz majtki dzisiaj, wiesz?- Malfoy zaczął przyglądać się bieliźnie dziewczyny tak uważnie, że zapomniał przytrzymywać jedynej, zepsutej drabiny, więc nie zapominając o zakładzie obserwował jak te czarne stringi nagle znikają z pola jego widzenia zastąpione przez wyraz przerażenia na twarzy osiemnastolatki.
-Mała, wiem, że na mnie lecisz, ale z drabiny to ty nie musiałaś spadać –mrugnął do niej zalotnie.
-Przykro mi –Niezdara przegryzła wargę, a jej oczy patrzyły to na głębie tęczówek Smoka, to na jego usta.
Oboje nie wytrzymali napięcia i złączyli wargi w delikatnym, aczkolwiek namiętnym pocałunku. A minął zaledwie tydzień od zakładów. Następnego dnia udawali, że się nie znają. Nieszczęśliwe cztery osóbki wykonujące foto-kronikę NPJŚNNZ, czyli Najlepszej Pary Jakiej Świat Nigdy Nie Zobaczy lub jak kto woli- Dramione, które dzięki kochanej papli Pansy wiedziały o wszystkim chodziły przygaszone podczas dni, w których się nic nie działo. Kryptonim- Dni po burzy, czyli po prostu całkowita ignorancja z obu stron po jakimś ważnym wydarzeniu; pocałunku, dłuższych niż trzy sekundowych spojrzeniach w oczy, przytuleniu, jakimkolwiek kroku ku miłości tej pary. Można powiedzieć, że przyjaciele tej dwójki przyjęli za priorytet bawienie się w paparazzi. Ja twierdził założyciel organizacji o pseudonimie El Diabeł, kiedyś im się to przyda. Vice- prezes, Czarna Panda z kolei twierdziła, że trzeba będzie im to kiedyś pokazać. Jednak główna członkini- LuGo nie wyrażała swojej opinii na ten temat, jedynie zwykły uczestnik, o jakże tajemniczym pseudo Pan Złoty znajdował czas na śmianie się z tych sytuacji. Reszta była zupełnie poważna w tej kwestii. Wracając do wątku głównego, Dramione zmieniło tradycje i przez kilka dni jawnie ze sobą flirtują na oczach całej szkoły. Zdruzgotani wizją przegranej, Blaise i Pansy wkraczają do akcji.
-Tak to oni! –Hermiona Granger i Draco Malfoy! –Idą! –Ciekawe czy to prawda? –Nie możliwe, przecież oni się nienawidzą. –To na pewno jest Magiczna Przeróbka!- takie szepty towarzyszą Mionie odkąd wyszła z dormitorium, biedna idzie w stronę Wielkiej Sali, nieświadoma.
Pierwszym co zobaczyła po wejściu to ogromny plakat nad stołem nauczycielskim przedstawiający ją i Malfoy’a?! w dosyć jednoznacznych pozycjach. Potem ujrzała, że każdy minimetr jadalni pokryty jest przez kopię takiego zdjęcia, a przez okna wlatują ciągle te same zdjęcia z pierwszego wieczoru w Hogwarcie w tym roku.
-CO TO KURWA MA BYĆ?!- usłyszała nie tylko swój, ale i także ten który ostatnimi czasy ją oczarował.
-Bardzo śmieszne, Fretko. NIGDY W ŻYCIU bym Cie nie dotknęła!
-Co ty powiesz kujonico? Kiedy stoisz bliżej niż pięć metrów ode mnie muszę wyrzucać wszystkie moje ciuchy, które są przesiąknięte twoim szlamem!
-I co mam płakać razem z tobą? Radzę Ci się wyrzucić razem z nimi!
-Nie dla psa kiełbasa, Granger! Kto by Ci wtedy w tak wspaniały sposób urozmaicał życie?

Jak zwykle tej kłótni przyglądała się połowa szkoły, a pewna dwójka schowana pod stołem Slytherinu przybiła sobie piątkę, teraz na pewno wygrają te głupie zakłady!