poniedziałek, 24 lutego 2014

#6 Wypadki chodzą po ludziach

Tak, tak.. Miał być koniec stycznia/początek lutego. A jest koniec lutego...
Nie miałam czasu, a jak był czas to z kolei chęci czy komputera nie było.
Przepraszam. Nie wiem, czy moje przeprosiny po tych wszystkich razach coś jeszcze znaczą, ale cóż więcej mogę teraz zrobić?
Taka moja natura- nieprzewidywalna i buntownicza.
Jest jeden plus, nareszcie jest to rozdział, a nie miniaturka!
Mam nadzieję, że mnie nie zabijecie za tak długą nieobecność. :)
&&&
-Pansy, spóźniłaś się -przywitała się Lena.
-Nie marudź, tylko ubieraj! Śpieszy nam się- stwierdziła modelka ponownie wręczając dyrektorce ubrania ze sklepu Luny.
-I jak? -zapytała okręcając się wokół własnej osi brązowooka.
Była przyzwyczajona, że Ślizgonka wybiera dla niej cichy. Może to ona pracowała jako projektantka, ale w kwestii ubrań dla siebie samej nie jest już tak dobra, poza tym projekty wykonywane przez Lenę to stroje wyjściowe.
-Super! -powiedziała pani Zabinii śmiejąc się- Mam gust.
Gryfonka parsknęła śmiechem wystawiając język przyjaciółce. Zachowywały się jak dzieci, bo mimo, ze ich przyjaźń trwała od niedawna to czuły jakby znały się od dziecka.
-Ale wytłumacz mi, dlaczego w takim wystrzałowym stroju idziemy na zakupy?
-Bo nie idziemy na zakupy! Trzeba się jakoś rozerwać, co nie?- śmiała się Pansy.
Widząc zdziwioną przyjaciółkę, pociągnęła ją w stronę windy.
-Szybciej, bo czekają!
-Zaraz, zaraz... Kto czeka?- w tym momencie drzwi windy rozsunęły się i nawet głuchy usłyszałby krzyk trzech dziewczyn.
-NIESPODZIANKA!
-Ojeju! Pansy, dziewczyny dzięki! Kocham was, jesteście wspaniałe. Prawie się przez was popłakałam- przytuliła przyjaciółki Lena.
-Dobra, koniec tego gadania. Impreza bez nas to nie impreza! -Luna wyciągnęła rękę do teleportacji łącznej, a już po chwili w mieszkaniu słychać było trzask i młode kobiety zniknęły. Aportowały się do hall'u najlepszego czarodziejskiego klubu w Londynie. W pomieszczeniu było tłoczno, a wszyscy stali w krętej i długiej kolejce. Jak zawsze na pokój rzucono zaklęcie zmniejszająco-zwiększające, ale mimo to czuć było obecność tylu czarodziei. Przyjaciółki podeszły dumnym krokiem do bramkarza, który ze szczerym uśmiechem przywitał się z każdą z osobna.
-Na ile dzisiaj, dziewczynki? -zapytał.
-Paul, na ile się da! -wesoło odrzekła Padma.
-Luke jest dzisiaj barmanem to sobie z nim pogadacie, bo te tutaj chyba wybuchną jak ich za chwilę nie wpuszczę- powiedział konspiracyjnym szeptem, dyskretnie wskazując na Cho Chang z przyjaciółkami wymalowanymi tak, że powinno to być zabronione.
Mężczyzna otworzył im bramkę i drzwi, przy okazji eksponując swoje mięśnie, na co damska część kolejki gwałtownie wzięła wdech oraz zabijała wzrokiem piątkę absolwentek Hogwartu.
-Hej Luke, co tam u ciebie?- zapytała Lena mężczyznę koło 25 lat.
Wyglądał na obcokrajowca, ze względu na jego wyjątkowy typ urody. Ciemny kolor skóry kontrastował z niebieskimi oczami. Lekko postawione na żelu brązowe włosy wpadały w odcień czerni. Kilkudniowy zarost podkreślał jego idealne kości policzkowe. Biała koszula odrobinę opinała jego umięśnione ciało, a czerwony krawat był luźno zawiązany.
-A leci, leci. Dawno was tu nie widziałem, mogę wiedzieć czemu?- uśmiechnął się rozbrajająco przy okazji ukazując śnieżnobiałe zęby.
-Ja byłam w Hogwarcie. Ciągle musiałam zastępować profesor McWiecznąDziewicę, bo ona wciąż załatwiała coś dla Ministerstwa. Denerwuje mnie to, zwłaszcza, że zbliżają się egzaminy i trzeba mocno motywować nauczycieli i uczniów- mimowolnie wszyscy zaśmiali się na wspomnienie o nauczycielce Transmutacji przez Padmę.
-Mnie nie było nawet w Anglii ani Europie. Ba! Byłam na innej półkuli!- zaśmiała się Ruda
-Czyli gdzie byłaś?- zainteresował się barman.
-W Sydney, w Australii- powiedziała Lena.
-A ty jak zawsze wszystko wiesz!- Pansy udawała obrażoną.
-Nie dasz się innym wykazać- prychnęła cicho Lena tonem, którego pozazdrościłoby niejedno obrażone dziecko.
-Ojj, Blondi, dramatyzujesz. Powiedz lepiej, gdzie ty mi zniknęłaś?- mulat podał kobietom drinki nawet nie pytając o zamówienie.
-Ja nie dramatyzuje! Ja tylko ukazuje światu przykrą rzeczywistość- odparła blondynka śmiertelnie poważnym tonem.
-Dziewczyno! Musisz mi zapisać te teksty!- śmiała się Pansy.- A my byłyśmy w Portugalii i w Hiszpanii, we Włoszech oraz we Francji. Tydzień mody- wzruszyła lekceważąco ramionami.
-Miona? Twoja kolej- przypomniał szatyn.
-Lucasie, czy z łaski swojej mógłbyś przestać mówić do mnie moim starym imieniem?- zapytała Caremichele, a jej oczy ciskały piorunami. -Moja kolej? No dobrze. Ja siedziałam w domu i patrzyłam jak pada, trochę projektowałam i dużo tańczyłam, po czym przychodzę dzisiaj do pracy w Ministerstwie... No co się tak patrzycie? Nudzić mi się już zaczynało!- wytłumaczyła projektantka, widząc spojrzenia spode łba znajomych.- w każdym razie przychodzę sobie do tej pracy, a tam Malfoy! I chyba mnie nie poznał, ale to dobrze. Zaczęliśmy szukać pomieszczenia na gabinet i się rozdzieliliśmy się, aż w końcu trafiłam na taki okropny pokój, jakiś metr na metr i dwa i pół metra wysokości. Ale nie to było najgorsze! Normalnie to wyszłabym stamtąd od razu. Gdy już znalazłam się w środku to drzwi zaczęły się pojawiać i znikać na każdej ścianie. Mówię wam, strasznie się bałam. Nie pamiętam jak, ale udało mi się wyjść. Cała się trzęsłam, bo moja klaustrofobia osiągnęła wtedy punkt kulminacyjny. Potem wpadłam na tego dupka, wybacz Pansy, wiem, że to twój przyjaciel, ale musiałam go tak nazwać. Pokazał mi pomieszczenie idealne na nasz gabinet. Chwilę rozmawialiśmy, ale potem zasnęłam. Wyobraźcie sobie, że obudziłam się u siebie, tak przynajmniej myślałam. W każdym razie zrobiłam sobie śniadanie, a tam kto? Malfoy. Zaczęłam się na niego wydzierać, a okazało się, że to było jego mieszkanie i, co gorsza, że mieszka nade mną! Jak tak teraz o tym myśleę to miałam rację mówiąc, że mój sąsiad z góry to pajac, jak nie udało mi się kupić tamtego mieszkania. Przekupił właściciela, mówię wam! Bezczelność! Nie ważne Gdy już doszłam do siebie to zaczęłam delektować się Ognistą i mugolskim alkoholem i poszłam tańczyć, po drodze dzwoniąc do Pan. Przyjechała, przeteleportowala się, w sumie nie wiem, bo nie widziałam. Pogadałyśmy i Czarna stwierdziła, że pójdziemy na zakupy, na które w końcu nie poszłyśmy, bo się spóźniła. Potem otwieram windę, a tu dziewczyny! Później gadałyśmy trochę z Paul'em i oto jestem. Co to za drink, tak w ogóle? Jakiś nowy? Dobry. Czemu nie dałeś mi mojego? A nie to był drink Gin. Przepraszam kochanie! Luke nalej jej jeszcze. Który jest mój? A oni tutaj czego?! Tak, jasne, że zatańczę! -monolog hogwarckiej Panny-Ja-Wiem-Wszystko przerwał wyskoki szatyn podchodząc do niej z prośbą o taniec.
Gdy tylko blondynka wstała cała piątka odetchnęła z ulgą, a po chwili zaczęła luźną rozmowę. Jakiś czas później inne dziewczyny zaczęły wołać barmana, toteż musiał opuścić piękne panie na rzecz tych z ogromnym makijażem i oszczędnymi w materiał ubraniami. Przyjaciółki postanowiły znaleźć sobie stolik, co dla nich było banalnie proste. Część przeznaczona dla VIP'ów była pusta. Usadowiły się już z Leną w ich ulubionym stoliku, z którego był widok na cały klub, a on sam był ukryty w cieniu.
-A co oni tu do cholery robią?!
-Lena, kto?! Już drugi raz powtarzasz to 'oni'! Kim są ci 'oni?!- zdenerwowała się Padma.
-Zgadnij.
Lena wskazała na czwórkę mężczyzn witających się właśnie z bramkarzem i ochroniarzami VIP'owskiej strefy.
-A znamy ich?- zapytała głupio Ginny, w końcu wejście znajdowało się w cieniu i to dość daleko, więc widoczne były tylko sylwetki.
-Hmm... Pomyślmy... Ruda spędziła pół życia na kochaniu jednego z nich, Czarna ma tam męża, w Lunie jeden się skrycie kochał, a jest jeszcze dupek nad dupkami. Drogie panie oto Draco Malfoy z przyjaciółmi blondynka z gestykulacją przypominającą zawodową hostessę przedstawiła gości idących w stronę ich stolika, a dziewczyny skwitowały to brawami, skandowaniem 'Smok! Smok! Smok!' i głośnym, rytmicznym tupaniem.
-Dziewczyny... Spokojnie, bo się Mr Malfoy speszy- uciszył piski przyjaciółek Diabeł.
-Dziękuję w imieniu mojego klienta za tak ciepłe słowa powitania ze strony Leny Caremichele- powiedział Harry głosem naśladując prezentera telewizyjnego, a przyjaciółki, gdy tylko usłyszały słowo ciepłe prawie spadły z foteli zanosząc się śmiechem.
-Tylko dlaczego nie wiwatowałaś wraz z tłumem?- Neville ścisnął dłoń w pięść i udawał dziennikarza ruszając ręką jak mikrofonem.
-Wiesz co, Zabini?- odezwał się Draco.
-Słuchanie ciebie to moja praca, więc mów.
-Jesteś beznadziejnym ochroniarzem. Dołącz do Pottera i Longbottoma podczas spaceru wstydu, ponieważ was zwalniam- Malfoy wykonał ręką ruch, którym odsyła się służbę. Dziewczyny już prawie dusiły się ze śmiechu, nawet Lena się uśmiechnęła.
-Witam piękne panie!- Diabeł usiadł z miną zbitego psa.- Która mnie pocieszy? Właśnie straciłem robotę...
-Blaise... ale żeby było jasne, ja cię za moje pieniądze utrzymywać nie będę!- zaśmiała się Pansy.
-Zabini, nie martw się. Ja cię przygarnę, ale...
-Ale?-jęknął czarnoskóry.
-Ale będziesz skazany na spanie w Pokoju Wspólnym Ravenclaw'u- Padma uśmiechnęła się ironicznie.
-Zaraz wracam. chcecie coś do picia?- Lena wstała i popatrzyła po wszystkich, a gdy nikt się nie odezwał ruszyła w stronę barku.
Po chwili przez salę przeszedl kobiecy krzyk, a muzyka gwałtownie ucichła. Dziewczyny gwałtownie wstały i szybkim krokiem ruszyły w stronę tłumu przepychając się łokciami. Chcąc nie chcąc chłopaki poszli ich śladem, co było słuszne ze względu na późniejsze omdlenie Luny. W małej kałuży krwi leżała Lena, a nad nią pochylał się Lucas, nieudolnie próbując coś zrobić. Draco popatrzył na sytuację: dziewczyny zalane płaczem, Blaise uspokajający Pansy, Neville szukający chusteczek w torebce Padmy oraz Harry i Ginny pochylający się nad omdlałą Luną. Chwilę później słychać było trzask i Malfoy'a wraz z Caremichele nie było.
-Witam w Klinice Magicznych Chorób i Urazów Świętego Munga. W czym mogę panu pomóc?- recepcjonistka zalotnie zatrzepotała sztucznymi rzęsami pochylając się w stronę mikrofonu tym samym ukazując niemały biust marnie wyeksponowany w oszczędnej w materiał bluzeczce.
-Zemdlała, chyba od uderzenia w głowę- odpowiedział Smok patrząc na byłą Gryfonkę, recepcjonistka dopiero teraz zauważyła nieprzytomną dziewczynę z raną na głowie leżącą w ramionach arystokraty.
-Imię i nazwisko poszkodowanej?- powiedziała dziewczyna obojętnym głosem.
-Lena Caremichele.
-Pan jest kimś z rodziny? Jeśli nie, proszę odejść. Przepisy nie pozwalają na odwiedzanie i udzielanie informacji o pacjentach osobą spoza rodziny- powiedziała recepcjonistka piłując paznokcie.
-Ja jestem... je chłopakiem- palnął świadomy jak zachowywałby się Potter, gdyby nie wiedział co się dzieje z jego przyjaciółką.
-A więc proszę za mną- jak znikąd pojawił się uzdrowiciel i za pomocą zaklęcia zrobił wstępne badanie, po czym przeniósł Lenę na lewitujące obok niego nosze. -Niech pan usiądzie i zaczeka- powiedział, zanim zniknął w sali, do której doszli.
Malfoy wysłał patronusa do znajomych, którzy zostali w klubie i czekał na jakieś informacje, aby miał co przekazać Złotemu Chłopcu, który nie miał dostępu do tego korytarza. Draco był tego świadomy po tym jak w drodze do sali przechodził przez szklane drzwi z napisem Odział zamknięty- utrata pamięci. Wstęp dla rodzin pacjentów oraz lekarzy. Jeszcze nie wiedział dokładnie co dolega Lenie, ale mól się domyślać i czekać. Mógł czekać.

wtorek, 14 stycznia 2014

Miniaturka #4 Hermiona już dawno tutaj nie mieszka

Dzisiaj kilka słów na końcu, miłej lektury! ;3
&&&
Ciepłe lato 1998 roku. Uczniowie, nauczyciele, czarodzieje, wszyscy odbudowują Szkołę Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Tego dnia niebo było przejrzyste, bez żadnej chmury. Dwójka siedemnastolatków pracowała w skupieniu, nieświadomie zbliżając się do siebie.
-Wingardium Leviosa- wypowiedzieli w tym samym momencie, a przez to, że oboje dysponowali ogromną mocą, wielki kawałek gruzu wybuchł, roztrzaskując się na kilka dość dużych kawałków.
-Uważaj! -krzyknął chłopak i ochronił dziewczynę własnym ciałem przez co leżał na niej. Nagle zaczął padać rzęsisty deszcz. Blondyn podniósł się szybko i zaoferował rękę brunetce, która skorzystała z pomocy. Zaczęli biec w stronę wejścia, ale nie zaprzestali biegu, gdy znaleźli się już w Hogwarcie, chłopak zatrzymał się, a dziewczyna razem z nim przed posągiem Matki Natury.
-Może wejdziesz? Osuszysz się przy kominku i dobrym winie- zaproponował uśmiechając się czarująco.
-Wiesz... -zaczęła.
-Jesteś mi to winna za uratowanie przed tym głazem- mrugnął do niej i pogłaskał marmurowego zająca, na co Matka Natura skinęła głową i posąg odsunął się ukazując sporych rozmiarów dormitorium.
-Draco Malfoy.
-Hermiona Granger-przedstawili się.
-Na... Naprawdę? -zapytali jednocześnie.
-Granger! Ale ty się zmieniłaś!- faktycznie, Gryfonka wyładniała, jej ciało nabrało krągłości, a nawet zaczęła się nieco lepiej ubierać, dzięki czemu podkreśliła swoje kobiece kształty.
-Dzięki... Ty też...-uśmiechnęła się lekko również obserwując wygląd blondyna.
Jego włosy nie miały już tlenionego odcieniu, wyrobiły mu się mięśnie i, co najwidoczniejsze, strasznie urósł, więc Hermiona musiała zadzierać głowę, żeby spojrzeć w jego błękitne oczy.
-Tu masz łazienkę, ale niestety mam tylko męskie koszule... Proszę... -podał dziewczynie białą koszule i otworzył drzwi łazienki.
-Dziękuję- powiedziała i zamknęła drzwi, a po chwili słychać było szum wody.
Niedługo potem siedzieli na kanapie grzejąc się przy kominku i popijając wino.
-Wiesz co, Granger?
-Słucham?
-Rozmawiamy tak od dobrej godziny, a ja ciągle cie nie przeprosiłem. Więc... Nie wiem czy mi wybaczysz, ale przepraszam za te wszystkie wyzwiska.
-Nie ma sprawy, wybaczam. W sumie to nawet nie musiałeś przepraszać, bo jakoś nigdy nie wierzyłam, że jesteś złym człowiekiem -uśmiechnęła się do blondyna.
Czas, który spędzali razem leciał bardzo szybko, nim się spostrzegli Słońce wchodziło ponad Zakazanym Lasem.
-Wiesz... Zawsze chciałam obejrzeć wschód Słońca...
-To dlaczego go nie obejrzałaś?
-Jakoś nigdy nie mogłam na to namówić nikogo, a oglądanie go samej wydaje mi się przygnębiające...
-Zamknij oczy. Coś ci pokażę- zaprowadził ją do miejsca, którego nigdy nikomu nie pokazywał. -Otwórz oczy -szepnął jej do ucha.
-Tu jest pięknie- również wyszeptała nie chcąc psuć magii tego miejsca.
Znajdowali się na dachu szkoły, za nimi zauważyła okno z sypialni blondyna. Złoto-błękitne niebo dawało tło dla Zakazanego Lasu. Hermionie wydawało się, że widzi jak każdy promyk Słońca przebija się przez warstwy liści chcąc dotrzeć jak najniżej ku drobnym roślinką ledwo wystającym z ziemi. Hogwarckie jezioro odbijało światło, a lekki wiatr zdawał się bawić w berka z promykami. Bijąca Wierzba spokojnie kołysała się, a ptaki na jej gałęziach ćwierkały miłą dla uszu piosenkę.

Było ciepłe lato, choć czasem padało
Dużo wina się piło i mało się spało
Tak zaczęła się wakacyjna przygoda 
On był jeszcze młody i ona była młoda

Po tym wydarzeniu całe dnie pracowali razem nad odbudową szkoły, a przez noce rozmawiali lub siedzieli cicho, spacerowali lub leżeli leniwie wpatrując się w siebie, po prostu ciągle przebywali w swoim towarzystwie. Zaprzyjaźnili się, aczkolwiek nadal sobie dogryzali.
-Malfoy... Chodźmy gdzieś!
-Ale, skarbie...-narzekał żartobliwie.
-Dzisiaj pełnia....
-No dobra- zgodził się, a dziewczyna rzuciła się mu  na szyję. -Ale ja wybieram miejsce!
-Za 5 minut na błoniach! -krzyknęła i odeszła poruszając się zmysłowo.
-Moje śliczne ty kochanie... -westchnął Smok wychodząc z dormitorium.
Zaprowadził ją do Zakazenego Lasu, spacerowali obserwując gwiazdy i Księżyc. Czasami podążali wydeptaną ścieżką, a kiedy indziej zbaczali z trasy odchodząc na polany czy łąki. Pewnego razu odnaleźli łąkę Kwiatów Księżycowych, które mieniły się srebrnym blaskiem przy świetle naturalnego satelity. Hermiona zobaczywszy polanę wbiegła pomiędzy kwiaty uwalniając tym samym błyszczący pył, na samym środku zaczęła okręcać się wokół własnej osi, dzięki czemu cała już połyskiwała. Draco podbiegł do niej i uklęknąwszy na jedno kolano wykrzyknął:
-Moje śliczne ty kochanie!
Podarował jej Księżycową Różę, która istniała tylko dzięki magicznym właściwością Księżycowego Kwiatu, potrafił się on przetransmutować w dowolną roślinę nadal dającą srebrzysty blask i pył. Mionka podeszła do niego podskakując i dmuchnęła mu w twarz zaczarowanym dmuchawcem. Zmęczeni opadli uwalniając pył, który osadził się na ich połyskujących ubraniach i skórze.
-Draco...?
-Mhm... -dał znak, że słucha.
-Jutro wracamy do domów, to już koniec z Hogwartem... Nie możemy wrócić i powtórzyć roku... Szkoda, prawda? -przez te kilka tygodni Malfoy zdążył już poznać Granger i wiedział, że często potrzebuje jedynie osoby, która wysłucha jej monologu, niczego więcej. -Wiesz... Nigdy nie pomyślałabym, że tak spędzę ostatni wieczór w tej szkole. W towarzystwie byłego wroga, Ślizgona i to w dodatku Dracona Malfoy'a, ale wiesz co? Nie żałuję! Nie żałuję żadnej chwili spędzonej z tobą! Nie żałuję, że wtedy weszłam do twojego pokoju i przebrałam się w tamtą koszulę! Nie żałuję niczego co ci powiedziałam! Nie żałuję żadnego spaceru! Nie żałuję ani jednej ciszy spędzonej w twoim towarzystwie! Nie żałuję, że zakochałam się w Draconie Malfoy'u! -ostatnie zdanie powiedział nieco ciszej, lecz Ślizgon usłyszał ją i uśmiechnął się.
-Możesz powtórzyć, bo nie dosłyszałem?
-Nie żałuję, że zakochałam się w Draconie Malfoy'u!- powtórzyła rumieniąc się.
-Co tam szeptasz, skarbie? Nie słyszę cię!
-Nie żałuję, że zakochałam się w Draconie Malfoy'u! -krzyknęła pewniej, po czym wstała i zaczęła wrzeszczeć to jak motto skacząc jak szalona.
-A wiesz czego ja nie żałuję? -zapytał stojąc tuż przed nią, gdy łapała oddech, zwróciła na niego pytające spojrzenie swoich czekoladowych oczu. -Nie żałuję tego, że zakochałem się w Hermionie Granger! -wrzasnął.
Skakali i krzyczeli wciąż te same słowa, a gdy zmęczeni wtulili się w siebie pośród Księżycowych Kwiatów, obserwując nocne niebo, ich usta złączyły się w delikatnym pocałunku, który przekształcił się w namiętny taniec języków. Tego wieczoru nie wrócili na noc do zamku.

Zakochani przy świetle księżyca nocami
Chodzili długimi leśnymi ścieżkami
Tak mijały tygodnie, lecz rozstania nadszedł czas
Zawsze mówił jedno zdanie: "Moje ślicznie ty kochanie"

-... Dla wielu z was jest to ostatni dzień w szkole. Wykorzystajcie go jak najlepiej! -gdy dyrektor Minerwa McGonagall skończyła przemowę rozległy się gromie brawa.
Dwójka uczniów od razu po uczcie udała się na spacer po zamku chcąc zapamiętać z niego jak najwięcej.
-Misiek, zróbmy coś co zawsze chciałaś zrobić, dzisiaj, teraz!
-Smoku, powariowałeś od snu wśród tego pyłu czy jak?- zaśmiała się Gryfonka.
-Ja tam nie pamiętam, żebyśmy mieli czas na sen... -zamruczał jej do ucha. -Zawsze możemy to powtórzyć... Tu...
-I teraz... -dokończyła Granger.
-Chodź tutaj!
-Ale to jest męska toaleta!
-Skarbie, czyżbyś się bała? Nie masz czego, rozejrzyj się, kto tu zagląda? -zapytał.
-Ja i strach? Chodź słońce i zablokuj drzwi, bo szybko stąd nie wyjdziemy- zadeklarowała i pociągnęła arystokratę za krawat, a gdy on rzucał zaklęcia ona pozbyła się niektórych części garderoby i to samo robiła z ubraniami chłopaka.
Co się działo potem wiedzą tylko sami zainteresowani.
-Malfoy?
-Słucham?
-Co z nami będzie?
-Ja muszę wyjechać do Ameryki na kurs na uzdrowiciela, za rok wrócę. Ty chciałaś szkolić się na prawnika, tak? Załatwiłem ci miejsce w ośmiomiesięcznym szkoleniu w Londynie, w najlepszej magicznej kancelarii prawnej na świecie.
-Kocham cię bezgranicznie, na wieki wieków -zadeklarowała.
-Kocham cię bezgranicznie, na wieki wieków -powtórzył i przypieczętował wyznanie pocałunkiem.
-Widzę cię tutaj za rok!
-A potem będziesz musiała się ze mną męczyć całe życie! -zaśmiali się pewni swoich racji.

Ostatniego dnia tych pamiętnych wakacji
Kochali się namiętnie, w męskiej ubikacji
I przysięgli przed Bogiem miłość wzajemną
Że za rok się spotkają i na zawsze ze sobą już będą

Pełna szuflada listów tej podobnej treści, wszystkie od Niego. Kocham cię, tęsknię, nie mogę się doczekać, zostało tyle czasu, 12..., 11..., 10..., 9..., 8..., 7..., 6..., 5..., 4... miesiące. Ale listy jej nie wystarczały, Ona potrzebowała bliskości nie listów, czułości nie słodkich słówek, Ona potrzebowała Jego.
Odległość jednak jest problemem. On pisał, starał się, żeby o nim nie zapomniała. Na początku było łatwo, częste listy, częste odpowiedzi, długie opisy nudnej jesieni, osobnej jesieni. Później wszystko się pokomplikowało, rzadziej pisane listy przez dużą ilość obowiązków, wolniejsze sowy ze względu na zmiany klimatyczne, różne strefy czasowe, a ciągle powiększająca się tęsknota wyniszczała ich oboje od środka. Raniła serce, które stopniowo okrywał lód i chłód, który mógłby roztopić i rozgrzać tylko widok tej drugiej osoby. Jednak po zimie przyszła wiosna i ociepliła serca, dając nadzieję na tak długo wyczekiwane spotkanie. Mimo, że odzwyczaili się już od częstych listów, On dawno nie dostał odpowiedzi. W jednej chwili rzucił kurs, udał się do Ministerstwa i wrócił do Londynu.

Tęsknił za nią i pisał do niej listy miłosne
W samotności przeżył jesień, zimę, wiosnę
Nie wytrzymał do wakacji postanowił ją odwiedzić
Bo nie dostał już dawno od niej żadnej odpowiedzi

Wiedział, gdzie ją znajdzie, z kopert, z rozmów, z odwiedzin, lecz mimo to długo błądził po mieście odzwyczajony od niego. Ucieszył się, gdy odnalazł dom jej rodziców. Tak bardzo ja kochał, tak jak ona jego. Stał i przypatrywał się budynkowi chcąc przypomnieć sobie jego wygląd, gdy był tam ostatnio. Tego dnia Hermiona chciała go przedstawić swoim rodzicom.
-Mamo, tato. To jest Draco, mój chłopak.
-Draco? Draco Malfoy? -zapytał zdziwiony ojciec Miony.
-Tak, to ja.
-Powiedzmy, że nasza córka opowiadała nam o tobie różne... em... ciekawe rzeczy -uśmiechnęła się Alice, mama Gryfonki.
-Można powiedzieć, że zaczęliśmy naszą znajomość od końca, aczkolwiek wydaję mi się, że z chęcią posłuchałbym jak dużo już państwo o mnie wiecie- Smok uśmiechnął się.
-Wiesz kochanie... Nie sądzę, żebyś chciał słuchać w kółko tego samego -wystawiła mu język.
-Jest aż tak źle? -zapytał konspiracyjnym szeptem pana Granger.
-Na twoim miejscu, to już dawno ja bym stąd uciekał. Ta dziewczyna ma pazurki, po matce... -odpowiedział również szeptem, a za ostatnie słowa dostał od pani Granger po głowie. -Widzisz? -zaśmiał się.
Zdecydowanie polubił tych mugolów, a sam Mathew, ojciec Misi, zapałał do Smoka sympatią i z chęcią opowiadał mu o różnych sprzętach wynalezionych przez osoby niemagiczne. Z uśmiechem na ustach zapukal do drzwi.
-Ja otworzę mamo! -zawołała tak, żeby tylko domownicy ją usłyszeli.
Popatrzyła przez wizjer i spanikowana pobiegła do kuchni.
-Mamo... Draco przyjechał...
-Oh! To świetnie kochanie!
-Tyle, że... Nie wiem! Otwórz mu, mnie nie ma, wyjechałam, mamo, proszę cię! Cokolwiek! -spanikowana czarodziejka biegała wokół kuchennej wyspy trzymając się za głowę, lecz za chwilę zniknęła za drzwiami komórki znajdującej się pod schodami.

Gdy przyjechał do jej domu po dość długiej podróży
Cieszył się, że ją zobaczy, w końcu tyle dla niej znaczył
Lecz gdy ona go ujrzała
Szybko się schowała
Drzwi mu matka otworzyła i tak mu powiedziała:

-Dzień dobry, pani Granger.
-Witaj, Draco. Już ci mówiłam, po prostu Alice. Co cię do mnie sprowadza?
-Ja do Hermiony.
-Do Hermiony? Jak to?
-Jeśli jej nie ma to ja przyjdę później...

-Hermiona już dawno tutaj nie mieszka (o nie nie nie)
Hermiona już dawno tutaj nie mieszka
Hermiona już dawno tutaj nie mieszka (o nie nie nie)
Hermiona już dawno tutaj nie mieszka

-Aha. Dobrze. Dziękuję. Do widzenia -odszedł, a drzwi zamknęły się za nim cicho.
Usiadł na schodkach prowadzących przed drzwi i schował twarz w dłoniach, nieświadomie z jego oczu popłynęły słone krople. Po chwili teleportował się z cichym trzaskiem.
Nie wiedział, że podczas rozmowy z panią Granger przypatrywała mu się brązowowłosa osóbka schowana w komórce pod schodami. Nie wiedział także, że jego rozczarowaniu przyglądała się osoba, dzięki której ono powstało. Nie wiedział, że kiedy zniknął z domu wybiegła szczupła Gryfonka i stanęła na jego miejscu łapiąc powietrze, które miało być jego ciałem.
Blondyn cierpiał w zaciszu własnego mieszkania nie wpuszczając do niego nikogo i nie wychodząc z niego. Siedział i wspominał, oglądał zdjęcia, jadł ich ulubione zamawiane jedzenie, tak przeżył jesień, chociaż tak podobnie do poprzedniej to jednak zupełnie inaczej. Tej zimy razem z wodą w jeziorach zamarzło jego serce, razem z kroplami deszczu zamienionymi w śnieg czy grad zamarzały jego łzy, aż w końcu przestały płynąć, razem z wodą, która kapała tworząc nowe sople i sopelki zamarzała jego krew, sprawiając, że jego ciało stało się zimne, razem z szybą samochodową zamarzały jego uczucia, które pobudzić mogła tylko jedna osóbka. Mimo wiosennych roztopów On wciąż był zamieniony w męską wersję Królowej Śniegu. Wiosną udało mu się zapomnieć i schować wszystkie uczucia głęboko w sobie. Latem postanowił wrócić tam, gdzie wszystko się zaczęło i skończyło. Chciał powrócić myślami do tamtych beztroskich dni. 

Rozczarował się, bo takie są zawody miłosne
Cierpiał całą jesień, zimę, no i wiosnę 
A gdy przeszło mu zupełnie pojechał na wakacje
W tamto miejsce, by zobaczyć tę pamiętną ubikację

W Wielkiej Sali siedziało kilkoro uczniów, którzy postanowili skorzystać z rozszerzonej oferty Hogwartu i zostali w szkole. Jedni, bo nie mieli gdzie wrócić, a inni, by poprawić oceny. Przy stole nauczycielskim siedziała szczupła szatynka o głębokich czekoladowych oczach, długich i zgrabnych nogach, kształtnym biuście i promiennym uśmiechu na twarzy. Podszedł do niej mały chłopiec cały ubrudzony czekoladą, a ona założyła zbłąkany kosmyk włosów za ucho i delikatnie zaczęła wycierać buzię jedenastolatka. Podniosła na chwilę wzrok i napotkała ukochane tęczówki, Jego tęczówki. Patrzyli sobie w oczy, aż do momentu, w którym Ona podeszła do niego i zaczęła rozmowę.
-Hej, Draco -uśmiechnęła się uroczo.
-Hej -odwzajemnił uśmiech ukazując dołeczki w policzkach.
-Chciałam tylko zapytać... Czy w twoim sercu -położyła dłoń na wysokości jego serca- jest jeszcze miejsce poświęcone dla okropnie denerwującej, beznadziejnej, wrednej Gryfonki, która kocha cię całym sercem i jeszcze więcej?
-Moje śliczne ty kochanie...

Tak się stało, że przypadkiem ona też tam była
Ucieszyła się ogromnie, gdy go tylko zobaczyła
Zapytała się, czy w sercu jego jest jeszcze Hermiona
Odpowiedział jednym zdaniem "Moje ślicznie ty kochanie"

Hermiona już dawno tutaj nie mieszka (o nie nie nie)
Hermiona już dawno tutaj nie mieszka
Hermiona już dawno tutaj nie mieszka (o nie nie nie)
Hermiona już dawno tutaj nie mieszka

&&&
To może na początku o notce. Nie wiem czemu, ale pewnego dnia naszła mnie chęć napisania miniaturki z piosenką zespołu Łzy, pt. Agnieszka. Jako mała dziewczynka, miałam około 5 lat, słuchałam jej w kółko i w kółko, aż w końcu zdenerwowałam tym mojego starszego brata, który wyciągnął płytę, a jak to w rodzeństwie jest pobiliśmy się o to przy okazji rysując płytę, ale nam się dostało... xD Znam ją na pamięć, lecz na potrzeby miniaturki musiałam odrobinę nagiąć jej tekst. Lubię ją, ze względu na końcówkę, którą można interpretować na dwa różne sposoby. Od dziecka nie wiedziałam, który jest poprawny... Jakby ktoś nie zrozumiał, to wytłumaczę, że możemy zakończyć dialog pary na słowach 'Moje śliczne ty kochanie'
To już rok! Nie sądziłam, że będę pisać to opowiadanie, chociaż opowiadaniem nazwać tego nie mogę, ponieważ od ponad pół roku wstawiam same miniaturki. Nie wiem czemu, ale nie miałam weny do tego nieszczęsnego 6 rozdziału. Jest już napisany w moim zeszycie, teraz potrzebny jest wolny czas i chęci. Bardzo się postaram, aby pojawił się on jeszcze w styczniu, bądź na początku lutego, bo w pierwsze 2 tygodnie lutego mam ferie. ;3  eh... Odeszłam od tematu... A więc przez ten rok opublikowałam 14, 15 z tym postów, odwiedzono tego bloga (dane z 12.01.2014 r. godz. 20.47, ponieważ ustawiłam automatyczna publikację dokładnie w tym samym czasie, w którym pojawił się prolog ;3) 7053 razy, skomentowano, łącznie z moimi odpowiedziami, 105 razy, a 15 osób kliknęło przycisk 'zaobserwuj'. Dziękuję ogromnie! Jesteście najlepsi! Mam do was tylko malutką prośbę. Czy KAŻDY kto to przeczytał mógłby wpisać chociaż głupią kropkę, żebym wiedziała ilu mam czytelników? Chociaż mam nadzieję skończyć to opowiadanie nawet dla 1 osoby <3