czwartek, 1 sierpnia 2013

Miniaturka #1 Ja wiedziałam o wszystkim.

Na początek chciałam Wam serdecznie podziękować za ponad 3 000 wyświetleń bloga oraz znaczne zwiększenie się liczby obserwatorów. Trochę rozczarowuje mnie fakt wciąż małej aktywności w komentarzach, mimo licznych głosów w ankiecie. I jeszcze najważniejsza sprawa. Jeżeli ktoś zauważy podobieństwo w moim opowiadaniu oraz miniaturkach do innych blogów, oświadczam, że jest to przypadek  i jeżeli wystąpi taka ewentualność to bardzo przepraszam. Po prostu przeczytałam już tyle Dramione, że nie wiem czy niektóre pomysły są moje, czy o czymś takim czytałam. A teraz zapraszam na pierwszą w moim życiu miniaturkę napisaną przeze mnie! Przewiduję trzy części. Uwaga! W tekście pojawia się dużo przekleństw.
&&&

Część 1. Prawda

 Sierpień 1998 rok. Wiele się zmieniło po wojnie. Voldemort'a nie ma, Śmierciożercy albo nie żyją, albo czekają na proces w Azkabanie. Harry Potter został najmłodszym Ministrem Magii w tym tysiącleciu, udziela wywiadów, ale zadawane są też trudne dla niego pytania, nie wie jak ma na nie odpowiedzieć czy może na nie odpowiadać. Te pytania dotyczą jego bliskich, na pewno kiedyś byli dla niego bliscy, a teraz? Ronald pławi się w luksusach jakie dała mu sława lewej ręki Złotego Chłopca, ale nadal ma pretensje, że nikt nie docenia jego potencjału, jego zdolności. Ludzie, jeżeli nie jest się dobrym, bogatym czy popularnym zawsze spluną Ci w twarz nawet jeśli się tego nie spodziewasz, odkryją twoje najlepsze cechy, a potem zgniotą je jak papierek dusząc je w sobie. Ronald Weasley stał się nerwowy i zamknięty w sobie, nie żeby wcześniej taki nie był, ale te cechy przygniotły jego osobowość. Robiły sobie miejsce, by zasiać spustoszenie w każdym miejscu, gdzie tylko był ukazany kawałek jego dobroci. Takim sposobem Ron i Harry stracili swoją prawą rękę. Hermiona Granger miała dość ciągłej pracy Maszyny-do-Odrabiania-Zadań-Domowych-i-Za-Trudnych-Dla-Idiotów-Zagadek. Chłopaki pomiatali nią jak jakąś niewolnicą lub skrzatem domowym. Nikt nie rozumiał, że ona, twardo stąpająca po ziemi prefekt naczelna Gryffiaków przez wojnę zmieniła się nie do poznania. Półdługie, niegdyś kręcone włosy teraz sięgały jej pasa, a dzięki eliksirom i zaklęciom były proste, lekkie i lśniące. Przez wakacje i ciągłą od odbudowę Hogwartu w upale, teraz jej włosy kolorem dorównywały ciemnemu blondowi, a skóra nosiła brązowawą opaleniznę. Tylko ona ze Złotej Trójcy pracowała przy odbudowie drugiego domu większości czarodziejii w Wielkiej Brytanii. Tam znalazła wspólny język z Pansy Parkinson i Luną Lovegood, które pomogły jej się otrząsnąć po śmierci Virginii Weasley. Każdy odreagowywał ten stan inaczej. Harry rzucił się w wir pracy, Ron odszedł od rodziny bez wsparcia i miłości co spotęgowało jego opryskliwość w stosunku do ludzi, rodzina rudzielców też się zmieniła po śmierci jedynej dziewczyny wśród siedmiu potomków, Molly strasznie schudła, straciła ten optymizm, którym obdarzała swoją rodzinę w trudnych sytuacjach, Artur siedział w pracy dnie i noce, dzięki czemu zyskał, dobrze płatną, wysoko ustawioną posadę, Bill i Charlie starali się żyć dalej, Percy wrócił do Nory i pomagał matce, George ciągle próbował wzniecić iskierkę radości wśród rodziny, a najbardziej bliźniaka, Fred zadręczał się myślą, że to jego wina, w końcu to ona skoczyła, gdy przed niego leciał szkarłatny promień, by za chwilę ugodzić w jego siostrę, zły wyniszczył wszystkich przeciwników w promieniu 200 metrów. Nigdy sobie tego nie wybaczył, to jego miało teraz nie być, Ginny powinna żyć i rozweselać wszystkich dzięki żywym ognikom przepełniających jej śliczne oczy, to wszystko zgasło 2 maja, a on pierwszy patrzył w jej puste oczka, tak niepodobne do tych przepełnionych radością. Jeszcze bardziej dołował go ten fakt, gdy patrzył na Hermionę. Zmieniła się zupełnie, zamknęła się w sobie, ufała tylko przyjaciółką, stała się sprytniejsza i osłabł jej zapał do nauki, a kiedy ujrzała pochyłe pismo profesorki nauczającej transmutacji jej panika osiągnęła maksymalny stopień.
Droga panno Granger,
Chciałam panią poinformować o istotnym prawie,
które zobowiązuje wszystkie osoby, które nie ukończyły 7 roku nauczania
z powodu wojny lub innych, o natychmiastowy powrót do Hogwartu,
gdzie wszyscy tak zwani ósmoklasiści dokończą edukację.
Jako wynagrodzenie pani najcięższej pracy przy  odbudowie szkoły
oraz jako, że została pani prefekt naczelną informuję panią o prywatnym dormitorium, które może pani dzielić z dwoma dowolnymi dziewczętami.
Z wyrazami szacunku,
Minerva McGonagall,
dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
1 września 1998 rok. Stacja King's Cross, peron 9 i 3/4.
-Hermiona! Miona! Czekaj!- usłyszała wołanie swoich przyjaciółek, które z nie małym trudem przeciskały się pomiędzy czarodziejami. Gdy udało im się dotrzeć do Gryfonki wyściskały się i szybko wsiadły do pociągu. Udały się na jego koniec, do przedziału zarezerwowanego dla tej trójki i jeszcze kogoś, ale nikt o tym nie wiedział.
-No na prawdę, Smoku. Jest Potter, jest Łasic, a Granger brak- przerwał, gdy zobaczył osoby siedzące w przedziale prywatnym.- Cześć Pansy, Lovegood, -lekko  się zawahał i pokiwał głową na powitanie Luny- a Ciebie coś kojarzę...
-Pansy, przedstawisz nam swoją towarzyszkę? -zapytał Malfoy z jego uśmieszkiem.
-Wybacz Pan, ale umiem  mówić i sama chcę wprowadzić ich w ten zadziwiający stan ze szczęką na podłodze- dziewczyny zaśmiały się widząc Gryfonkę w walecznej postawie, z założonymi na piersiach rękami i ironicznym uśmiechem na ustach.
-Uuu, mamy tutaj wojowniczkę, Smoku ty lubisz takie -stwierdził Diabeł.
-Zaraz się, Zabinii dowiesz, że Malfoy raczej nie przepada za naszą towarzyszką- powiedziała Luna i razem z Parkinson przyjęły tę samą postawę co Miona.
-Przejdźmy do konkretów, jestem Draco Malfoy, ten idiota obok mnie to Blaise Zabini, a za drzwiami czeka na nas Harry Potter.
-Mam być pod wrażeniem? -stwierdziła szatynka, na co czarnoskóry wyszeptał ciche słowa uznania skierowane bardziej do siebie niż do niej. - Hermiona Granger, nie jest mi miło.
Przez to co wydarzyło się  później dziewczyny przez lata żałowały, że nie miały wtedy kamery i zawsze, gdy miały podły nastrój oglądały to wspomnienie i zaraz potem wpadały w niekontrolowany śmiech. W jednej chwili Ślizgoni odwrócili się do siebie przodem, dali sobie nawzajem z liścia, runęli na podłogę z głośnym hukiem, popatrzyli po sobie, a potem zlustrowali Gryfonkę. Kiedy mężczyźni już prawie się podnosili zbierając z ziemi swoją dumę, godność, szczęki i zacne cztery litery, w przedziale pojawił się Harry.
-No, idioci tu jesteście. Czemu byliście na podłodze? -zapytał, gdy już wstali kompletnie nie zauważając dziewczyn, na co one, lekko oburzone wykonały zsynchronizowane chrząknięcie. -Hej Hermiona, Luna, Pansy...? -usłyszeli tylko jak Draco i Blaise z gwizdem siadają w przedziale.
-Człowieku! Jak ty ją poznałeś?! -pytał Smok.
-W sensie Pansy? No wiesz, mało osób ma tak czarne włosy jak ja -zaśmiał się Wybraniec, a wspomniana dziewczyna się zarumieniła.
-Nam chodzi o Hermionę! Przecież... ona... była... taka... ale... przez... jak... dlaczego... co? -czarnoskóry zaczął się zacinać.
-Spokojnie Diabełku, bo się zapowietrzysz -stwierdziła szatynka zadowolona z reakcji Ślizgonów.
-Kim ty jesteś i co zrobiłaś z Mioną? -zapytał Chłopiec-Który-Przeżył z strachem, którego nie jeden aktor by mu pozazdrościł.
-Wie pan, panie Ministrze... Gdy pan zarządzał światem czarodziejów w Angli, ja sobie warzyłam własne eliksiry, wytwarzałam zaklęcia i odbudowywałam Hogwart, ale to szczegół -Gryfonka uśmiechnęła się z politowaniem.
-No wiem, no wiem. Możemy porozmawiać na osobności? - Potter uśmiechnął się szczerze w stronę Granger.
-Jasne -podeszła do Wybrańca chwyciła jego koszulę na przedramieniu i wyszli z przedziału, oczywiście to wszystko wykonała wolno i seksownie, kocimi ruchami przechodząc obok Ślizgonów, gdy była pewna, że patrzą przegryzła wargę i zamknęła drzwi do przedziału prefektów i ich przyjaciół.
-Kurwa. -powiedzieli równo mężczyźni, ale ona już tego nie słyszała, tylko wybuchła długo powstrzymywanym śmiechem.
-Miona, weź się opanuj, bo im matki spodni nie dopiorą! -Harry poruszył śmiesznie brwiami.
-Okej, okej. Już.
-Jak się trzymasz? Wiesz po czym... -Złoty Chłopiec nie chciał rozdrapywać ran, które do niedawna nadal krwawiły.
-Już jest dobrze. Pansy i Luna mi pomagają. Właściwie to czemu się mną przejmujesz?-pierwsze zdanie powiedziała z podniesioną głową, ale ostatnie ledwo co usłyszał.
-Czemu miałbym się tobą nie przejmować?- zapytał zdziwiony.
-Och, no tak zapomniałam, że maszyny trzeba pielęgnować, żeby się nie zepsuły.
-Nie rozumiem. O co chodzi?
-O. CO. CHODZI.?! -wysyczała, nagle nabrała pewności siebie. -Mi chodzi o to, że ty i Ron przez te wszystkie lata udawaliście przyjaźń ze mną tylko po to, żebym odrabiała wasze zadania i pomagała rozwiązywać to czego wy nie umieliście.
-CO? Kto Ci naopowiadał takich bzdur?! Kocham Cię jak siostrę, której nigdy nie miałem. Miona nie wiem, kto wymyślił te bzdury, ale powiedz mi, a pożałuje.
-Ron -ledwie poruszyła ustami, ale Harry ją usłyszał. -On tu idzie, ja.. ja się go boję. On... Harry on mnie pobił...
-Harry, Hermiona! Wszędzie was szukałem! Zająłem nam przedział, co tak stoicie? Chodźcie!- zdrajca krwi zdenerwował się, gdy oni wciąż nie ruszyli się z miejsca.
W tym samym czasie
-Co szczęka opadła? -zakpiła Pansy.
-Pierdolisz, że to Granger -nie dowierzał Blaise.
-Zabinii, nie pierdol, bo Ci się rodzinka powiększy -wzruszyła ramionami Luna.
-1:0 dla Ciebie, ale to się jeszcze wyrówna -oczy czarnoskórego zwęziły się niebezpiecznie.
-Przepraszam bardzo, ale jest już jakieś 5:0, ale dobra niech Ci będzie, mam dzień dobroci dla zwierząt- Luna usiadła przy oknie i podziwiała krajobrazy, których z minuty na minutę nie sposób było zliczyć.
-A ty co Draco? Szczęka opadła, to wiem. tyle, że chyba jej nie odnalazłeś, bo tak siedzisz cicho -Parkinson uwielbiała się droczyć z Malfoy'em, to była ich mała tradycja.
-Nic mi się nie dzieje, tylko przeliczam jej pyskówki i zastanawiam się ile to będzie szlam -odpowiedział licząc na palcach. -O już mam, Diable kurde, chyba się nie wyrobię, bo wyszło mi, że całe życie.
Brunetka przewróciła oczami, wiedziała jaki jest Smok, i wiedziała, że on raczej się nie zmieni.
-Co się tam dzieje? Czemu większość Złotej Trójcy jest tak w cholerę głośno? -zapytał czarnoskóry.
-Jezu, jak Potter i Granger się pieprzą to raczej musi być głośno- stwierdził blondyn z przekąsem.
-Ojj, wyczuwam nutkę zazdrości czyż nie?- zaśmiała się Pansy.
-Smoku, jak mogłeś to powiedzieć na głos! Weasley może mieć tu podsłuch, teraz stłucze nam Potti'ego! -Ślizgon zaśmiał się ironicznie.
-Cicho bądźcie, patrzcie. Łasic idzie. Kurwa. Pans, idziemy!- Luna szybko wstała i pociągnęła za sobą przyjaciółkę, która chwyciła Draco za rękę, a on zdezorientowany chwycił kaptur Zabini'ego. Tak, więc cała czwórka wyszła z przedziału akurat, gdy Ron zaczął wściekły iść w stronę Miony i Wybrańca.
-O kogo my tu mamy! Potter, Granger i Wieprzlej! Ej, Diable.
-Tak, Smoku?
-Spójrz na cień Pottera, co tam widzisz? -Harry stał tak, że jego sylwetka nie dawała cienia.
-Nic, a co?
-Przyjrzyj się, to jest malutkie, brzydkie, rude i wkurwiające.
-Rzeczywiście! Coś tam się porusza, a nie to tylko Łasic-Zawsze-Ten-Gorszy Weasley -chociaż był to słaby dowcip Hermiona uśmiechnęła się lekko, ale zaraz z powrotem założyła maskę dzielnej osoby, która jest nie wzruszona na to, że rudzielec obrywa i staje się coraz bardziej czerwony, chociaż niewątpliwie cieszyło ją to. Już miał się rzucić na Ślizgonów, gdy usłyszał jej głos. To była ona, ale teraz jej słowa przepełnione były takim chłodem i oschłością, jakiej pozazdrościłby jej nawet Malfoy.
-Weź się w garść, idioto. Zostaw mnie w spokoju, zostaw nas wszystkich w spokoju. Spierdalaj stąd, to wagon dla prefektów i przyjaciół. Ty raczej nie jesteś moim przyjacielem po tym co mi zrobiłeś i powiedziałeś. Harry też raczej nie skacze z radości na twój widok, z nikim z Ravenclaw'u i Hufflepuff'u się nie przyjaźnisz, a o Ślizgonach to już nie wspomnę. Chociaż nie, zaczekaj. Będzie się z kogo wyśmiewać. Gardzę tobą, Weasley -splunęła za szybę.- Nie zasługujesz nawet na moją nienawiść. Zrób wszystkim tę ulgę i strzel sobie w łeb, jest pusty, więc raczej nie będzie go szkoda. A teraz zejdź mi z oczu, bo już wystarczająco mnie wkurwiłeś.
-Siedź cicho głupia szlamo. Czy może jednak dziwko skoro jesteś w jednym przedziale z dwoma dupkami, sukami i skurwysynem.
I w jednej chwili Wieprzlej spieprzał do lokomotywy, Draco trzymał Hermionę w pasie, jednocześnie przytrzymując Pottera i Zabiniego, którzy również mieli Pansy i Lunę w objęciach. Podsumowując każdy powstrzymywał każdego, prócz siebie. Pierwsi opanowali się Smok i Miona. W jednej sekundzie obejmowali się, a w drugiej rzucali w siebie mordercze spojrzenia, chociaż w ich postawie widać było zażenowanie. Dracze przeczesał włosy ręką głośno wypuszczając powietrze, a Herm zarumieniła się i spuściła głowę. Pozostali widząc tę scenę zamarli, a słychać było tylko urywane oddechy spowodowane szarpaniną.
-Ściemnia się, powinniśmy się przebrać w szaty na Ucztę Powitalną, potem możemy je schować -odezwała się Granger, w końcu to ona była pomysłodawcą braku mundurków dla osób z ósmej klasy.
Wyszli z pociągu i podeszli do ostatniego powozu. Trastral szedł wolno, był zmęczony i każdy to widział. Parkinson nieźle się zdziwiła, gdy zobaczyła co przez te wszystkie lata prowadziło powozy. Przez całą drogę do zamku milczeli, a gdy ujrzeli szkołę, trochę się zdziwili. Hogwart zmienił się trochę, ale to spotęgowało zachwyt uczniów. Części zamku, które nie zostały zniszczone to Wielka Sala, Wieża Astronomiczna, duża część lochów oraz wszystkie dziedzińce. Resztę szkoły odbudowano, lecz na nowych murach namalowano historię Bitwy. Cały zamek pokryty był w kolorowych, mugolskich malunkach, które, choć smutne zachwycały uczniów. Według Hermiony najlepiej prezentowało się graffiti przedstawiające Neville'a ucinającego głowę Nagini mieczem Godryka Gryffindora. Draco był zachwycony wspomnieniami profesora Snape'a i rysunkiem przedstawiającym jego matkę, która łgała Voldemort'owi prosto w twarz, że w Zakazanym Lesie umarł Harry Potter. Pansy mogła godzinami patrzeć na walkę promieni dwóch zaklęć. Lunę urzekły malunki przedstawiające rozpadający się most, z którego spadali sługusy Lorda. Blaise wciąż stał przy byłym wejściu do Pokoju Życzeń, który został odbudowany, oczywiście w innej części zamku, stał tam i próbował odkryć znaczenie tajemniczych płomieni, a gdy mu się to udało uderzył się z otwartej dłoni w czoło, ale nadal przychodził i patrzył na płomienie bijące blaskiem wszystko wokoło. A sam Harry Potter zawsze stał w tym samym miejscu, co Hagrid i patrzył jak jeszcze żyjąca Ginny krzyczy przytrzymywana przez ojca. Lecz każdy zawsze przystawał w Sali Wejściowej i cicho oddawał cześć wszystkim, którzy zginęli, a uchwycił to jeden, piękny napis. Żyjemy w waszych sercach. Każde imię i nazwisko poległego czarodzieja mieściło się na tej ścianie i razem z innymi tworzyły te piękne, pokrzepiające słowa.
Gdy zachwyty ucichły, wszystkie powozy dojechały już do szkoły. Uczniowie, wciąż nieco zdezorientowani udali się do Wielkiej Sali na Ucztę Powitalną. Gdy wszyscy się usadowili dyrektor McGonagall położyła na taborecie Tiarę Przydziału, na której także odcisnęło się piętno wojny. Mimo to rozpoczęła swoją pieśń:

Skończyła się wojna,
więc na co nam strach.
Niestety była ona hojna,
mówi to nawet łach.
Ci co kogoś stracili
niech nie martwią się tak,
oni chcą żebyśmy żyli
nawet jeśli spadł nie jeden ptak.
Nie obawiajcie się zła,
dobro wygrało nieraz.
Już nie zobaczy nas mgła,
uciekniemy jej teraz.
Ja was do domów przydzielę,
decyzję słuszną podejmę,
nie wiem czy przyjaciół nie rozdzielę,
choć zakończy się to rozejmem.
Cztery domy, 
tacy jak ich założyciele.
Piękne będziecie mieć dyplomy
z pieczęcią jaką nie szczyci się wiele.
Godryk odważnych przyjmował,
Helga wybredna nie była,
Salzar krwią się zajmował,
a Rowena o mądrych prosiła.
Jam jest Przydziału Tiara,
która na nie jedno już widziała.
I tak pieśń ma się kończy,
lecz zanim to, chcę zakończyć.
Gryffindor, Slytherin,
Ravenclaw i Hufflepuff.
Witajcie w Hogwarcie,
mówię Wam to ja!

Gdy Tiara skończyła swą pieśń rozległy się oklaski, które przerwała dyrektorka tłumacząc przydział pierwszorocznym.
-Kiedy wyczytam imię i nazwisko, dana osoba siada na stołku i nakłada Tiarę. W tym roku wyjątkowo, Tiara postanowiła mówić swoje przemyślenia na głos.
Rozpoczął się przydział. Kilka uczniów trafiło do Gryffindor'u, około 6 do Ravenclaw'u, z 3 osoby do Hufflepuff'u i mniej więcej tyle samo było nowych Ślizgonów co Gryffonów.
-Razem z innymi nauczycielami i Tiarą postanowiliśmy ponownie przydzielić ósme klasy, wojna niesie za sobą jakieś piętno, które pozostaje na każdym. Będziemy przydzielać w ten sam sposób, co pierwszorocznych. Hanna Abbott!
-Hmm... Lojalna przyjaciółka, trochę... Mądra, tak zdecydowanie... Odważna, stopniowo... Hmm... Bezinteresowna... Teraz wszystko zależy od Ciebie, pokaż mi jeszcze jakąś cechę. Dobrze. RAVENCLAW!
-Susan Bones!
-Kolejna Puchonka. Hmm... Ciekawa, inteligentna, uczuciowa. Gdzie by Cię tu umieścić? Wojna za bardzo Cię nie zmieniła... No dobrze, zostajesz. HUFFLEPUFF!
-Terry Boot!
-No. Tutaj mam bardzo proste zadanie. HUFFLEPUFF!
-Finnigan Seamus!
-Wybuchowy, wytrwały, inteligentny, pechowy. Hmm... RAVENCLAW!
-Neville Longbotom!
-I co Longbotom? Mówiłam, że jesteś odważny? Brawo. Gratuluję. A teraz co z tobą zrobić? Hmm... GRYFFINDOR!
-Draco Malfoy!
-Nawet nie podchodź chłopcze. To zawsze będzie SLYTHERIN.
-Gregory Goyle!
-Uu... dużo zmian, dużo zmian. Zagubiony po stracie przyjaciela. Trudny wybór. HUFFLEPUFF!
-Teodor Nott!
-Szczególnie duża odwaga. Spryt. Raczej samotnik. Inteligencja. GRYFFINDOR!
-Pansy Parkinson!
-Ojj, trochę się pozmieniało jednak nadal pozostajesz tak samo sprytna i przebiegła, długi ród... SLYTHERIN!
-Padma Patil!
-Która to? Ach! Padma, cóż... Trochę się zmieniło. GRYFFINDOR!
-Parvati Patil!
-Ból, wielki ból. Czuję to, ale jeszcze większa odwaga. Tym razem zostaniecie razem. GRYFFINDOR!
-Thomas Dean!
-Spokojny, przyjazny, uprzejmy. GRYFFINDOR!
-Weasley Fred!
-Zabawny, ambitny, sprytny, zadręczający się, jedność z bratem bliźniakiem. SLYTHERIN!
-Weasley George!
-Cechy jak u brata. SLYTHERIN!
-Weasley Ronald!
-Hmm... Wybuchowy, wredny, przebrzydły, okropny, bez przyjaciół, mało inteligenty. Hufflepuff.
-Lovegood Luna!
-Hmm. Bardzo inteligentna pomimo młodości poziom jej wiadomości przekracza szóstą klasę. Spryt, lojalność. SLYTHERIN!
-Zabini Blaise!
-To zawsze był SLYTHERIN!
-I ostatnia. Hermiona Granger!
-Dzisiaj zupełnie inna niż 7 lat temu. Zła, inteligentna, odważna, przyjacielska, ograniczone zaufanie, ambicja, mugolak. Hmm. Trudne, bardzo trudne! A więc niech będzie...

wtorek, 16 lipca 2013

#5 Przyjaciele powinni mieszkać obok siebie

nanananananananananana. TAK, dobrze widzicie- wróciłam! Z NOWYM ROZDZIAŁEM! Ostrzegam, że jest on baaaarzoo długi jak na mnie. 15 zapisanych stron A5, czyli 7 i pół kartek A5. Według mnie ten rozdział jest strasznie chaotyczny i niezbyt dobry. W ogóle wprowadza nas tylko w następny, pewnie o wiele krótszy rozdział. Mówiąc prościej: nie jestem z niego zadowolona, bo rozdział o takiej długości powinien być ciekawy, a ten tu jest po prostu nudny. No nic, ocenę pozostawiam wam! Oczywiście jeśli ktoś to czyta, jeśli tak to prosiłabym o jakiś znak. Wystarczy kropka w komentarzu i odpowiedź w ankiecie. Jeśli komuś się nudzi w równym stopniu jak mi to podaję numer GG. 21206351.
&&&
-Po co Ci kominek o 12 w sobotę?-zdziwili się mężczyźni.
-Muszę dotrzeć do Hogwartu, domu Luny i do Ministerstwa.
-Okej, nie wiem po co, ale tu masz proszek Fiuu, kominek jest w salonie- Draco rzucił jej woreczek i uśmiechnął się przyjaźnie.
-Dziękuję- przeszła do salonu, weszła do środka transportu.- Hogwart, sala wejściowa*!
Dzięki temu, że było sobotnie południe większość uczniów była w Hogsmade, prawdopodobnie u Mini-Weasley'ów. Jest to drugi sklep jednego z bliźniaków, w którym przez rok szkolny funkcjonuje George z małżonką i dwuletnimi trojaczkami- Fred'em, Katie i Lee. Sklep na Pokontnej podczas roku szkolnego świecił pustkami, więc postanowiono wykupić jeden z większych i pierwszych po wejściu do wioski lokali, jednocześnie wygryzając starego Zonka, który od jakiegoś czasu chciał zamknąć sklep, ale było mu szkoda uczniów przytłoczonych ciągłą nauką.Tak, więc Pansy miała o tyle prostsze zadanie, że tylko pierwszo i drugoklasistki obiegły ją ze wszystkich stron prosząc o autografy i zdjęcia. Na szczęście modelka miała znajomości.
-Hej, dziewczynki. Zostawcie ją- usłyszała głos Neville'a.- Kiedy następnym razem przyjadę każda dostanie po cztery autografy. Pansy, Luny, zupełnie niesławnego Harry'ego Potter'a oraz najlepszy- mój.
-Phi. A kto by chciał twój autograf- zażartowała pani Zabinii.
-Ja na przykład- wyszczerzył się biznesmen.- A kto by chciał twój?
-One na przykład, jeszcze reszta dziewczyn z zamku, kilka chłopaków, większość mugoli i mój najwierniejszy fan, którego nie można pominąć!
-Blaise?- nie rozumiał chłopiec z przepowiedni.
-Nie. Zawsze Ci to powtarzam, a ty oczywiście swoje. Ty jesteś najbardziej niepoważnym, najgłupszym i jednym z najlepszych moich fanów, a że jesteś moim przyjacielem to jesteś też najwierniejszym fanem.
-Wiem, tylko tak lubię, kiedy ktoś wylicza moje wspaniałe cechy, zwłaszcza ty- uśmiechnął się, a była Ślizgonka się zarumieniła i włożyła mu łokieć między żebra na co on zaczął ją łaskotać.
Uczniowie przyglądający się tej scenie nie wiedzieli co mają zrobić. No bo co mają robić jedynasto i dwunastoletnie dziewczynki, gdy dwójka dwudziestolatków bije się na łaskotki? Ale ta chwila rozmyślania została im przerwana przez uciekającą modelkę. Biedaczek Longbottom został zrzucony na zimną posadzkę sali wejściowej, lecz szybko się pozbierał i zaczął gonić swojego uciekiniera. Chyba pierwszy raz od pojawienia się w Hogwarcie 9 lat temu mężczyźnie dopisywało szczęście. Nie dość, że w zamku nie było tłoku, to magiczne schody zaprowadziły go idealnie w korytarz przed panią Zabinii, która akurat odwróciła się w momencie pojawienia się Neville'a, więc wykorzystał sytuację. Stanął naprzeciw niej, złapał ją za nadgarstki i z miną szaleńca powiedział wesołym tonem:
-Mam Cię!
Oboje zaczęli się się śmiać, a po 5 minutach biznesmen wziął się w garść.
-Dobra. Po co tu przyjechałaś?- zapytał.
-Tajemnica. Idę do McGonagall, tyle możesz wiedzieć.
-A to Cię odprowadzę. I przy okazji wyciągnę od Ciebie tą sprawę.
-Nie masz szans!- wystawiła mu język.
Szli sprzeczając się co do sekretu skrywanego przez Pansy. Pod gabinetem wymienili ostatnie zdania.
-Ale Pan! Powiedz, proszę!- po raz kolejny zrobił słodkie oczka.
-Nie! To będzie moja słodka tajemnica!- na ostatnie słowa gargulec skinął uprzejmie głową i odsunął się ukazując schody.
-Co jest?- zdezorientowała się mężatka.
-W Miodowym Królestwie stworzyli taką czekoladę. Jest wszystkich smaków, ale tylko słodkich. Coś w stylu Fasolek Wszystkich Smaków, trochę lepsze, ale ma dosłownie wszystkie smaki, więc nie wiesz na co trafisz w każdej kostce. Właśnie miałem iść do Miodowego Królestw, kupić Ci jedną tabliczkę?
-Jasne! Dzięki Neville!- pocałowała go szybko w policzek.- Paa!
-Do zobaczenia!- powiedział i ruszył w stronę Hogsmade.
-Dzień dobry pani profesor!- powiedziała po wejściu do gabinetu.
-Witaj Pansy! Dla Ciebie nie jestem żadną panią profesor, już nie- uśmiechnęła się pogodnie staruszka.
-Mam do pani sprawę.
-Słucham.
-Czy... -pani Zabinii wzięła wdech i dokończyła szybko- Czy mogłabym porwać Padmę na weekend?
-A czy moje zdanie ma coś do Twoich planów?
-Noo... Nie?- nie zdążyła dokończyć, bo profesorka jej przerwała.
-To co tu jeszcze robisz Pansy?- zapytała retorycznie jedna z ulubionych nauczycielka modelki. Teraźniejsza dyrektorka również darzyła ją sympatią, w końcu była najlepsza z transmutacji, minimalnie przewyższając poziom panny Granger.
Był ciepły czerwiec, dzień po egzaminach praktycznych. Niedawno odbył się pogrzeb Dumbledore'a. Minerva McGonagall oglądała właśnie pracę roczną Hermiony Granger. <pochyła czcionka to wspomnienie, a pochyła podkreślona to wspomnienie w wspomnieniu. dop. autorki.>
Jak na najlepszą uczennicę przystało była skupiona, lecz jej oczy wyrażały stres i strach. Podczas rzucania zaklęcia jej ręka lekko zadrżała, co przyczyniło się do przemknięcia zaklęcia tuż obok pnia.
-Przepraszam, panno Granger?- przerwała jej profesorka.
-Tak?- zdezorientowała się Gryfonka.
-Wiem, że ostatnie wydarzenia wstrząsnęły Tobą jak i innymi uczniami, ale mam taki pomysł. Na lekcjach radzisz sobie świetnie, więc Hermiono, wyobraź sobie, że to zwykła lekcja transmutacji, jedna z tych pierwszych.
-Dobrze, dziękuję za radę pani profesor- uśmiechnęła się blado dziewczyna.
Wzięła głęboki oddech i transmutowała pień w zając i z powrotem. Dzięki radzie pani profesor nie był to dla niej żaden wysiłek.
Minerva wyciągnęła wspomnienie z Myśloodsiewni i sięgnęła po inne- egzamin panny Parkinson.
-Dobrze, Pansy Parkinson- zawołała kolejnego ucznia.- Proszę zamienić dowolny z trzech pni w żywą istotę, najlepiej zwierzę.
-Oczywiście, pani profesor- nie wypowiedziała, lecz pomyślała zaklęcie na największy pień i po chwili zamiast bezużytecznego kawałka drewna na ziemi leniła się średniej wielkości panda. Ślizgonka podeszła do niej, a leżący obok patyk transmutowała w bambus i podarowała go zwierzątku. Gdy biało-czarna istota skończyła jeść Pansy dezaktywowała zaklęcia, ponownie niewerbalnie. Nauczycielkę najbardziej zdziwił spokój uczennicy, nawet nie czułość w stosunku do zwierzęcia.
Profesorka powróciła do balkonu w swoim gabinecie i zgodnie z wymogami wpisała oceny. Na samej górze widniały dwa podkreślone nazwiska, oznaczało to prymusa. Były to dwie uczennice, różne jak ogień i lód, pochodziły z wrogich domów, a jednak obie zostały prymuskami z transmutacji na 6 roku pod okiem Minervy McGonagall.
Pansy Prakinson, WYBITNY
Hermiona Granger, WYBITNY
Dostały taką samą ocenę, a jednak Minerva przez cały dzień zastanawiała się i myślała o slizgonce i jej umiejętnościach.
-Co tu jeszcze robisz dziewczyno? Leć po Padmę, bo jeszcze zacznie sprawdzać zadanie i nie pozwoli sobie na przerywanie- powiedziała uprzejmie staruszka przerywając swoje krótkie rozmyślania.
-Co? Ahh... Dobrze, dziękuję! Do widzenia!- krzyknęła juz obok gargulca.
-Do zobaczenia, Pansy. Do zobaczenia...- odpowiedziała dyrektorka wzdychając.- Pansy! Proszek powrotny!- nie usłyszała odpowiedzi, więc wypowiedziała zaklęcie Voler**Pansy Parkinson i sakiewka z fioletowym proszkiem poleciała na swoich zyskanych skrzydełkach.
Modelka doskonale wiedziała, że gabinet i sypialnia wraz z pomieszczeniem służącym za salon Padmy, znajdują się tuż obok kuchni. Gdy mijała obraz ze znaną jej z lat szkolnych gruszką drogę zagrodziła jej wysłana przed chwilą sakiewka. Brunetka uśmiechnęła się przelotnie, zawsze czegoś zapominała, gdy była przejęta. Chowając woreczek do kieszeni doszła do drzwi. Niby zapukała, ale i tak od razu weszła do środka. Przyjaciółki nie było w pierwszym pomieszczeniu, dopiero po chwili wyłoniła się z oblepionych rysunkami, zdjęciami i czym tylko się da drzwiami, które nie wyróżniały się ze względu na znacznie większą ilość obrazków na ścianach gabinetu w kształcie litery L. Pansy uwielbiała tu przychodzić. Zaczarowana posadzka malowała się tęczowymi kleksami, gdy tylko wyczuła na sobie ruch. Biurko całe oblepione różnokolorowymi karteczkami z zapisem czegoś ważnego, sprytnie było ukryte najdalej od wejścia, w zgięciu pomieszczenia. Ale najlepsze była lampa. Kula białego światła delikatnie latająca po pokoju. Jedno co wiedziała na pewno, to to, że gabinet Padmy Patil był bardziej magiczny od Ministerstwa czy 'Magicznych Dowcipów Weasley'ów'.
-Pan! Co ty tu robisz?- zapytała zdziwiona nauczycielka.
-Jak CI powiem to się obrazisz...
-Niee... Wejdziesz?
-Jak zawsze gościnna, ale zostanę tu tylko minutkę... zostaniemy- poprawiła się.
Szybko wyciągnęła sakiewkę od McGonagall, posypała proszkiem siebie i Padmę, chwyciła ją za przedramię i sekundę później znalazły się u Draco. Pansy trafiła na sofę, a panna Patil wprost na Zabini'ego Profesorka i dziennikarz zszokowani leżeli na podłodze, żeby zaraz wybuchnąć niekontrolowanym śmiechem, po chwili dołączyli do nich przyjaciele. Jako pierwsza opanowała się Pans:
-No dobra, koniec, bo się udusimy, Chłopaczki wy moje kochane...- jej własny mąż jej przerwał.
-Draco! Uważaj, ona czegoś chce!- stwierdził.
-Kurde, przegryzłeś mnie. A więc Dracusiuuuuu! I mój kochany Diable! Popilnujecie mi tutaj Padmy?- zapytała na jednym tchu- Dzięki!- znikła nie czekając na odpowiedź.
-Pff... Co my mamy z tą moją żoną, prawda?- zaśmiał się Blaise, a reszta mu zawtórowała.
&
Pansy wylądowała w centrum Londynu. Przeciskając się pomiędzy mugolami dotarła do drzwi wejściowych LoveGood***. Gdy weszła do środka sklepu wokoło niej znalazło się 20 pracownic, które chciały pomóc, ale modelka odmówiła. Ciekawskie oczy klientów skierowały się na źródło zamieszania. Przygotowana pani Zabini zostawiła 20 centymetrowy wieżowiec złożony tylko i wyłącznie z jej zdjęć i autografów. Wykorzystując zamieszanie spowodowane jej osobą była Ślizgonka weszła na zaplecze, gdzie za wieloma zakrętami znajdowały się schody. Tylko te kilka stopni dzieliło ją od mieszkania zdecydowanie jej najlepszej przyjaciółki, Luny Lovegood, Lu, Loony, Blondi, Dobrej, Lovi, różnie się do niej mówi.
-Luna!- wrzasnęła pukając.
-Idę!- rozległ sie stłumiony głos z wnętrza mieszkania.- Pans! Co ty tu robisz?- blondi rzuciła się brunetce na szyję.
-Musisz mi pomóc. Znaczy musimy pomóc Lenie- poważny wyraz twarzy i ton głosu pani
Zabini sprawił, że panienka Lovegood natychmiast spoważniała.
-Mów.
-Nasza Hermiona pracuje z Malfoy'em. Idziemy na zakupy i na imprezę. Padma jest u Draco, potrzeba jeszcze Rudej.
-Harry w Ministerstwie?- mężatka kiwnęła głową.
-Idź do Leny, pewnie i tak już jesteś spóźniona. Ja przy pomocy Pottera teleportuje się do Gin, wrócimy do Malfoy'a i czekamy z Pad w windzie, okej?
-Wezmę nam ciuchy z dołu- Loony się teleportowała, a Pansy wróciła do sklepu. Wzięła ubrania, dodatki i buty, wszystkie w jednym rozmiarze. Potem ponownie tego dnia znalazła się w mieszkaniu Smoka.
-Padma, przebieramy się- Pansy rzuciła ubrania na pannę Patil.
-Co? Czemu? Jak? Gdzie?- jak zawsze była zdezorientowana.
-I ty jesteś nauczycielką?- teatralnie przewróciła oczami modelka.- Nie ważne. Chodź.- pociągnęła ją za rękę zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć.
Znalazły się w pokoju z dużym łóżkiem i lekko przyciemnionym sufitem. Pansy, która była animagiem przemieniającym się w czarnego jak smoła szczeniaka labradora od razu wyczuła inny, ale znajomy zapach. Postanowiła nie zwracań nań uwagi i przebrać się. Musiała jeszcze czekać na Padmę, więc dokładnie zidentyfikowała zapach i wściekła wbiegła do salonu.
-Daconie Lucjuszu Malfoy masz mi natychmiast wytłumaczyć dlaczego do jasnej cholery u Ciebie w sypialni czuć zapach Mio.. Leny?!- szybko się poprawiła podczas swojego wybuchu.
-Ładnie wyglądasz- stwierdził Draco nie zwracając uwagi na pytanie pani Zabinii. Na te słowa wyraz jej twarzy zmienił się na kilka sekund, lecz zaraz powróciła kolejna fala wściekłości.- DRACO! MÓW!
Zapadła grobowa cisza, każdy bał się odezwać. Blaise i Padma, bo ta kłótnia nie dotyczyła ich, a oni sami również rozmyślali nad tym co powiedziała żona Diabła, Draco- bo myślał czy skłamać, czy nie i Pansy- w której wciąż kipiała złość. Po chwili się nieco uspokoiła.
-Nie ważne, później powiesz. Teraz już i tak jestem spóźniona do Leny. Pad, tu są rzeczy dla Rudej i Blondi- była Ślizgonka mówiła szybko i chaotycznie z powodu zamykających się drzwi windy.
-Więcej was matka nie miała?!- udawał zdenerwowanie Smok.
&Ministerstwo&
Luna biegała i jeździła po całym Ministerstwie w czasie drogi do gabinetu pana ministra. Minęła cicho i bez słowa sekretarkę rozmawiającą jednocześnie przez trzy telefony, zaraz potem materializując się w gabinecie Potter'a. Wybraniec spał.
-Harry!- wrzasnęła do ucha Chłopcu-Który-Przeżył-Żeby-Spać.
-Już wychodzę ciociu Petunio! Czy Dudley mógłby przestać skakać na schodach?- mamrotał pół śpiąc.
-O mój Boże! Czy to nie Weasley?!- Luna podjęła najcięższe kroki.
-Zabiję gnoja!- obudził się Złoty Chłopiec.
-Spokojnie, bo Ci okulary spadną!- zaśmiała się Dobra.
-Hej Lovie! Co tam u Ciebie?
-A dobrze, dzięki, że pytasz. A skoro o pytaniach mowa to czy mógłbyś dać mi kominek do Australii bez kolejki na teraz? Muszę jechać po Rudą- zarumieniła się.
-Spoko.
-Dzięki, dzięki, dzięki!- rzuciła mu się na szyję.
Harry już rozmawiał z sekretarką, która wykonała pośpieszny telefon i około 10 sekund później Lovegood już brała proszek Fiuu do ręki.
-Symil Street, Sydney, Australia- blondynka poczuła nieprzyjemne wiercenie w brzuchu i blisko 5-10 minut później znalazła się tuż przed nosem Wiewióry.
-Hej.
-Heeeeej- odpowiedziała zdziwiona Ginerva przeciągając samogłoskę.
-Lecimy pomóc Mionie- tym razem przynajmniej ktoś towarzyszył blondynce w krótkiej, aczkolwiek wyczerpującej dla niej wycieczce siecią Fiuu.
 &
W mieszkaniu Draco znajdowały się teraz trzy atrakcyjne kobiety, ponieważ przebrana już Pansy właśnie wychodziła z windy piętro wyżej. Jej przyjaciółki również przebrały się w kreacje odpowiednie na imprezę, bo na zakupy nie było już czasu. Sama pani Zabini wzięła zestaw dla Leny i zaraz po otwarciu drzwi windy wcisnęła go dyrektorce Departamentu Tajemnic.

******

*W Hogwarcie znajduje się kominek jednostronny, tzn. można się tam dostać tylko z zewnątrz, a wydostać tylko z fioletowym proszkiem chwilowo dezaktywującym zaklęcia blokujące teleportację oraz pozwalającym na powrót kominkiem. Proszek ten posiada tylko profesor McGonagall.
** fr. Leć
*** Magiczny sklep z ubraniami. Pan i Lu najczęściej go reklamują. Działa także dla mugolów. Założyła go matka Luny.