piątek, 31 maja 2013

#4 'Musimy porozmawiać'

Jejciu! 27/04/2013 roku było 150 wyświetleń! Siedzę tu sobie i patrzę co mi tak statystyki urosły, a tu taka niespodzianka! Kto wie może taka aktywność się utrzyma? 28  było 57. c: Dziennie jest koło 20 wyświetleń, więc ja się pytam: GDZIE SĄ KOMENTARZE?! Miłego czytania i komentujcie, bo to jeszcze bardziej motywuje niż wyświetlenia! Zastanawiam się nad zawieszeniem, bo tak właściwie, CZY KTOŚ TO CZYTA? Chyba nie... Przepraszam, że długo nie dodawałam!
&&&
-Cholera, cholera, cholera!-wrzasnęła po wejściu do swojego apartamentu. Był on urządzony prawie tak samo jak mieszkanie wyżej, prawie, bo widać tu było kobiecą rękę, a raczej jej brak. Co do jednego wszyscy byli zgodni- Lena Caremichele nie lubiła sprzątać. Jeszcze jedną wyróżniającą się rzeczą były projekty powywieszane na ścianach zastępując rolę obrazów. W przytulnym przedpokoju zostawiła buty i przeszła do nowoczesnego salonu, gdzie podkręciła szybką muzykę na maksa i próbowała się odprężyć śpiewając, ale zapomniała rzucić zaklęcie wyciszające. Nie wiedziała, że przez sufit każdy dźwięk wydobywa się z podwójną siłą, ponieważ pewien arystokrata odstresowuje się w ten sam sposób. W pewnym momencie oboje sięgnęli po alkohol z nietypowej kuchni, On- pił, ale nadeszło opamiętanie i sięgnął po telefon, a Ona również postanowiła zadzwonić.
&
Na obrzeżach Londynu, w średniej wielkości domku jednocześnie zadzwoniły 2 telefony. Młode małżeństwo popatrzyło po sobie i jednocześnie zapytało:
-Kto?
Pan Zabinii odpowiedział krótko- Draco, a pani Zabinii jeszcze krócej- Lena. Odebrali, ale usłyszeli tylko dwa słowa- 'Musimy porozmawiać' i sygnały oznaczające koniec rozmowy. Nie wiedzieli, że teleportują sie w to samo miejsce i udają się do jednego budynku, ostatnio bardzo rzadko rozmawiali. Zaśmiali się widząc siebie nawzajem. Młody portier przywitał się i rzekł:
-Państwo do kogo?
-Do Leny Caremichele i do Dracona Malfoy'a- Pansy wskazała na męża uśmiechając się pod nosem.
-Proszę za mną- przepuścił kobietę w drzwiach winy i czekając na mężczyznę wcisnął przyciski oznaczające 9 i 10 piętro.
Modelka zachowywała spokój na twarzy, co wychodziło jej znakomicie, jak przystało na arystokratkę, chociaż w środku umierała ze śmiechu. Powodem, przez który brunetka musiała się trudzić z ukrywaniem emocji była wiedza kim była kobieta, do której właśnie jechała. Podziękowała i weszła do hallu'u przy okazji prawie się przewracając na porozwalanych wszędzie butach. Wrzasnęła próbując przekrzyczeć muzykę, którą słyszała już w windzie. Nie udało się jej to, więc udała się do sali, w której projektantka tańczyła. Dla byłej Gryfonki taniec był sposobem rozładowania silnych emocji jak i hobby, więc wyznaczyła sobie specjalne miejsce. Mężatka przyglądała jej się, za każdym razem, gdy myliłą kroki lub któryś się jej nie udawał brała sporego łyka z butelki mugolskiego trunku. Działo się to dość często z powodu, że była już trochę wstawiona, co można było wywnioskować z leżącej na podłodze, opróżnionej Ognistej.
-LENA! Jestem już!- krzyczała podchodząc do przyjaciółki, a widząc, że to nie działa zastosowała cięższe kroki- HERMIONA!
Właściciela mieszkania od razu wytrzeźwiała.
-Nie <ught> mów <ught> do <ught> mnie <ught> Hermiona <ught>!- wyczkała.
Pan wyszła z pokoju, a za nią Lee. Trzeźwa kobieta ściszyła muzykę i wyciągnęła z barku liliowy płyn, eliksir na otrzeźwienie. Caremichele wypiła go duszkiem i przeszła do rzeczy:
-Dzwoniłam do ciebie z powodu pewnej osoby. Chodzi o...
Przerwała i dokończyła z przyjaciółką:
-Malfoy'a
-Skąd?- zdezorientowała się Lena.
-Mam męża, który najprawdopodobniej prowadzi podobną konwersację co my teraz, tylko piętro wyżej i z Draco- wyjaśniła Pansy.
-Ale... wszystko mi się przez niego wali...- stwierdziła była Gryfonka.
-Co dokładnie? Przecież on ci nic nie zrobił! W każdym razie nic nie zrobił LENIE- powiedziała ze spokojem mężatka.
-Może i mi teraz nic nie zrobił, ale nie zapomnę tych sześciu lat tak po prostu. Poza tym nawet mnie za nie nie przeprosił. Ale nie po to do ciebie dzwoniłam- zakończyła i usiadła na swojej sofie.
-No! Słucham!- powiedziała nieco głośniej, przerywając ciszę pani Zabinii.
-Będziesz ze mną szczera? Zwracam się z tym do ciebie, bo ty znasz dobrze, Malfoy'a, nie?
-No tak. Jestem jego przyjaciółką- przytaknęła Pansy.
-Ale jesteś też moją przyjaciółką, więc wytłumacz mi do jasnej cholery JAK? Pan, wiem, żęe między nami nie zawsze dobrze się układało, ale udało nam się dojść do porozumienia. Jesteś zupełnie inna od tej fretki, ale go rozumiesz i mnie także, więc powiedz mi też dlaczego tak łatwo rozmawiało mi się z nim dzisiaj i wczoraj?
-Za trudne pytania zadajesz, Lee... Ale wiem jedną, a nawet dwie rzeczy. Masz dziwnego doła, więc idziemy na zakupy- stwierdziła arystokratka.
-A ta druga?
-Druga? To pozostanie moją tajemnicą, chociaż nie... Nie dam rady bez twojej pomocy- brunetka nie wiedziała co zrobić.
-No to słucham- nie dawała za wygraną Caremichele.
-Albo jednak nie. Nie powiem ci, później się dowiesz. Teraz zapamiętaj tylko tę pierwszą: IDZIEMY NA ZAKUPY!- przeliterowała mężatka.
-No i?- zdezorientowała się prawie blondynka.
-No i to, że przed chwilą tańczyłaś i się spociłaś, fryzura ci się zepsuła. Tak, więc jestem tu za 20 minut i masz być gotowa!- powiedziała i znikła w windzie.
Lena wylewitowała sobie ubrania z szafy, wzięła prysznic, wysuszyła włosy zaklęciem, związała je w kłosa i czekała na znajomy dźwięk windy.
&
W tym samym czasie
-Smoku!- wrzeszczał Blaise.- Jestem już!
Zbyt dobrze znał Malfoy'a, żeby nie wiedzieć gdzie się znajduje w tej chwili, a poza tym z tego pokoju dochodziły niezbyt kulturalne krzyki wraz z akompaniamentem głosu trenera w grze na konsole Kinect. To Zabini namówił Dracona do kupna tego mugolskiego urządzenia, bo sam nigdy nie miał nic do nie-czarodziei. Blaise udał się tam i najnormalniej w świecie wyłączył xbox'a jednocześnie wyciągając alkohol z ręki przyjaciela.
-Diable! Co to ma być do cholery?!- przywitał go blondyn.
-A to, że jak do mnie dzwonisz to liczę na jakieś 'Siema, stary! Co tam u ciebie? Musimy porozmawiać, bo...', a nie takie podchody w twoim mieszkaniu, przekleństwa i Whiskey na powitanie.
-Sorka, stary, ale musiałem odreagować...- uspokoił się Malfoy.
-Wiem, wiem... Taki już jesteś, no ale mów po co mnie wezwałeś!- zasalutował Diabeł.
-Czy Bianka przyjechała? Bo Alex pisała, że wracają dopiero za dwa tygodnie- odezwał się Draco po chwili ciszy.
Blaise milczał przez chwilę, zdziwił się słysząc to pytanie.
-Nie, a co? Czyżbyś się stęsknił za moją siostrzyczką?- śmiał się ciemnoskóry.
-Nic, tak pytam. A co nie widać jak umieram z tęsknoty za Panienką-Nie-Lubisz-Różowego-Nie-Podchodź- odparł sarkastycznie Smok.
-Wyczuwam odrobinę ironii- śmiali się pogodnie przyjaciele, tak Draco Malfoy odczuwał coś takiego jak przyjaźń do jakiejś osoby na świecie. 'A więc to nie ona...', pomyślał właściciel mieszkania. Rozmowa jak zwykle zeszła na dziewczyny <pisane podczas emitowania reklamy Orange xd dop. autorki>, tym razem ciekawiło ich jakim cudem w modelingu pracują takie patyki skoro Pansy i Luna odżywiają się normalnie, a nie na głodówkach czy bulmi.
-A tak moi drodzy, że utrzymujemy odpowiednią ilość kalorii i regularnie ćwiczymy- pojawiła się w pokoju pani Zabini.- Draco, mam sprawę.
-Wal śmiało- wszyscy w pomieszczeniu wiedzieli, że do pierworodnego Malfoy'ów trzeba prosto z mostu.
-Zaraz. Co ty masz tam w kącie?- spytała retorycznie i podeszła do przedmiotu.- Ojej, ty nadal ją masz!- Pansy zeszliły się oczy.
-Pan, nie rozklejaj się proszę. Tak, nadal mam gitarę od ciebie- uśmiechnął się i objął przyjaciółkę ramieniem.
-Przecież dostałeś ją cztery lata temu! Jest taka stara i w ogóle... Popatrz na naklejki, są całe starte!- chlipała wzruszona modelka.
-Ale jest wspaniała, bo od wspaniałej osoby- wyszczerzył się Draco.
-Czuję się wyłączony z dyskusji- wypowiedział się Blaise na co wszyscy się roześmiali.
-Zagraj coś!- zażądała dziewczyna podając mu instrument.
-Dobrze wiesz, że dawno nie grałem.
-Ale Dracuuuuuusiuuu!- wiedziała, że ulegnie.
Po chwili można było usłyszeć dźwięk gitary i nieziemski głos Malfoy'a. Ale Pan słyszała coś więcej dzięki Wszystko-Słyszącego Pisku* wysypanego na Lenę w jej mieszkaniu. Ich głosy idealnie pasowały do siebie w tej piosence'Dobrze, że Lee śpiewa pod prysznicem', śmiała się w duchu brunetka.
-Dlaczego już nie grasz?- zapytała się pani Zabinii.
-Razem z wojną przepadły moje ambicje- odpowiedział wzruszając ramionami.
-Szkoda. powinieneś je odkopać! Ale teraz ta sprawa: pożycz kominek!
&&&
*pochodzący z Magicznych Dowcipów Weasley'ów proszek. Jego efekt do pół godziny. Można uznać go za pluskwę, ale niewidoczną.

piątek, 26 kwietnia 2013

#3 Te 3 osoby

Tan rozdział jest trochę dziwny, tylko mi się tak wydaje? Chaotyczny. Pasuje mi do nastroju...  ._. Dzisiaj się nie rozpisuję we wstępie! c: Zapraszam na moje pozostałe blogi: I need U 2 smile opowiadanie wymyślone całkowicie przeze mnie. I blieve I can fly blog o mnie i... tyle. Podoba się szablon? Mi bardzo! ♥ Mia bardzo ci dziękuję! ;***
&&&
Obudziła się w sypialni. Nie pamiętam, żebym wracała do domu. Trudno. pomyślała wzruszając ramionami. Wstała i udał się do kuchni. Jak to miała w zwyczaju przeszła przez salon chociaż z kuchni drzwi prowadziły wszędzie. Krzątając się po pomieszczeniu nie usłyszała telefonu dzwoniącego w środku mieszkania. Cholera! Potter!, zaklnął w duchu Draco.
-Czego?- warknął zaspany do słuchawki.
-Malfoy, jakie miłe powitanie. Chciałem się tylko zapytać po co TY dzwoniłeś do MNIE o 1 w nocy, jak nie później?- zapytał Harry.
-Aaaa... O to ci chodzi. A dzwoniłem, żeby spytać gdzie mieszka Caremichele.
-Po co?!- zdziwił się Wybraniec.
-Żeby wkraść się do jej domu i wykorzystać, wiesz?- ironizował arystokrata.- Bo zasnęła u nas w gabinecie, to chciałem ją odwieźć. A, że nie odebrałeś to teraz pewnie jeszcze śpi w moim łóżku...-odpowiedział już na poważnie.
-CO?! MAsz przerąbane stary- powiedział i rozłączył się minister.
Nie przejmując się słowami kumpla Smok poszedł do kuchni, ale gdy stanął w drzwiach zobaczył Lenę, która nuciła sobie cicho jakąś piosenkę i robiła sobie śniadanie i kawę tańcząc co jakiś czas. Nie chciał jej przerywać, więc wrócił pościelić jego prowizoryczne łóżko, na którym swoją drogą niezbyt się wyspał. Po chwili do pomieszczenia weszła Lena z miską płatków i kubkiem ciepłego cuda w płynie.
-MALFOY?!- z wrażenia upuściła tacę co przysporzyło ją o rozcięcia od tłuczonego szkła i ubrudzeni podłogi.- A co ty do cholery robisz w moim mieszkaniu?!
-Po pierwsze: Draco, po drugie: nie ładnie tak przeklinać, po trzecie: to jest MOJE mieszkanie, a po czwarte: wczoraj zasnęłaś w gabinecie, Złoty Chłopiec nie odbierał, a głupio mi było cię budzić, więc przywiozłem cię tutaj- wyliczał rozbawiony widząc twarz dyrektorki.
-Aha. No cóż, ymm... dziękuję i przepraszam za kłopot i za to- rzekła gestykulując na to co pozostało z jej śniadania.
-Nic się nie stało, w końcu jesteśmy czarodziejami. Reparo- zaśmiał się widząc jak dziewczyna uderza się dłonią w czoło, po czym poszedł do łazienki, lecz zaraz wrócił z małą fiolką.- Wypij, rany na nodze znikną- podał jej eliksir, ale widząc jej nie ufne spojrzenie dodał: -nie, to nie jest trucizna, pij już, bo wda się zakażenie. Dziwne, bo jego słowa ją przekonały i posłusznie wypiła. Płyn smakował podobnie do orzechów włoskich, dlatego lekko się skrzywiła.W Hogwarcie je uwielbiała, ale teraz? Nienawidziła ich, może to przez ciągłe porównywanie jej byłego koloru włosów, a może po prostu jej się znudziły.
-Co, nie lubisz orzechów?- zapytał zdziwiony.
-Nie. Tylko laskowe, następnym razem daj mi eliksir o smaku nutelli, okej?- wyszczerzyła się do niego ukazując rząd równych, białych zębów.
-Jesteś pierwszą osobą, która nie lubi orzechów jaką znam. Nie, czekaj, Diabeł i Bianka tez ich nie lubią, no czyli jesteś trzecia- on także się uśmiechnął.
-A właściwie kim jest ta Bianka, z którą mnie wczoraj pomyliłeś? Wiem, że to Minister Magii we Francji.
-Muszę?- zapytał obrzucając ją błagalnym spojrzeniem, a jej stanowcza mina mówiła sama za siebie. Zrezygnowany westchnął i zaczął opowiadać.- No to od początku. Poznaliśmy się kiedy mieliśmy po 2-3 lata, kiedy nasi rodzice wspólnie urządzili jakąś tam imprezę charytatywną- mówił spoglądając co jakiś czas na dziewczynę, dodał w tym swoim malfoy'owskim stylu.- Nie robisz notatek?- Lena prychnęła cicho, ale nadal wpatrywała się w niego czekając na więcej informacji.- W każdym razie, niezbyt się polubiliśmy, bo pamiętam, że podeszła do mnie i powiedziała 'Masz fajne włosy. Będę się z tobą kolegować.', ale później przyszedł czas na najgorsze.
-Lubisz różowy?- zapytała mała dziewczynka o błękitnych jak Morze Śródziemne oczach. Miała długie włosy w kolorze blond, które normalnie sięgałyby  jej do pasa, ale były upięte w warkocza. Jej zwiewna sukienka trzepotała wesoło wraz z wiatrem. Czarne groszki idealnie współgrały z balerinkami w białe kropeczki i jej spinkami do włosów.
-Nie. Lubię zielony- odpowiedział na co ona odwróciła się na pięcie i pobiegła do jego siostry* bawiącej się z innymi dziewczynkami, oprócz jednej. Była identyczna jak ta, której przed chwilą powiedzmy 'dał kosza', różniły je tylko oczy, u Bianki błękitne, u Niej zaś czekoladowe. Zwrócił na nią uwagę z trzech powodów, pierwszy, bo nie bawiła się lalkami jak reszta. Drugiej, bo rozmawiała z chłopakiem o ciepłozielonych oczach zawzięcie coś gestykulując. A po trzecie, najważniejsze, nikt tu nie był ubrany tak jak ona, wiatr targał na wszystkie strony jej rozpuszczone włosy, ale ona nie przejmowała się tym, tylko dalej tłumacząc coś chłopczykowi, miała luźną, białą koszulkę z tęczowym napisem FREE HUGS, turkusowe rurki, a na stopach zamiast wymyślnych pantofelek były białe, tradycyjne conversy, które swoją drogą były trochę schodzone. Uśmiechała się promiennie.  Mały Draco podszedł do dziewczynki ubranej jak na wyjście na spacer, a nie na imprezę charytatywną i zapytał:
-Czy ty umiesz się teleportować? Przed chwilą odeszłaś bawić się z moją siostrą... I jeszcze się przeprałaś!
-Co? Nie ogarniam o co ci chodzi. nigdy z tobą nie rozmawiałam. To Blaise, mój starszy brat- wskazał na także niezbyt eleganckiego chłopczyka.- A z tego co mówisz wydaje mi się, że poznałeś naszą siostrę, Biankę- uśmiechnęła się szeroko.
-Taak... Powiedziałem, że lubię zielony kolor i odeszła- powiedział ze smutną miną Draco.
Rodzeństwo zaczęło się tarzać ze śmiechu przyciągając spojrzenia starszych jak i tych w ich wieku gości. Niektóre pełne pogardy, a inne zadowolone.
-Oj, stary! Powiem ci, że to był największy błąd w twoim życiu- odezwał się wycierając łzę radości Diabeł.
Starszy z rodzeństwa Malfoy'ów od razu poczuł sympatię do tych postaci. Zachwycony przegadał z nimi cały wieczór, przy okazji brudząc sobie ubrania, do domu wrócił cały zielony, siedział, leżał, tarzał się po trawie. Pierwszy raz poczuł się jak dziecko. Kiedy razem z siostrą kładli się spać opowiedzieli Narcyzie jak to lubią najmłodsze pokolenie rodu Zabinich i chcieliby, żeby wpadali do nich często, bardzo często.
Opowiedział jej o tym pomijając tajemniczą dziewczynkę, wolał nie opowiadać o rzeczach, których sam nie był pewien.
-I tym sposobem ja zaprzyjaźniłem się z Blaise'm, a Alex z Bianką. Co tydzień przyjeżdżali. Ale w wakacje, kiedy ja i Blaise mieliśmy po jedenaście lat okazało się, że najprawdopodobniej ze strachu przed powrotem Voldemort'a matka Zabini'ch wyjechała do Francji. Diabeł nie chciał jechać do innej szkoły niż ja, a Lex za bardzo zaprzyjaźniła się z Bi, więc u nas został Blaise. Niestety moja młodsza siostra zamieszkała w Beauxbatons wraz z siostrą mojego przyjaciela. Naprawdę ją polubiłem, więc z przypływu radości musiałem się pomylić. Jeszcze raz bardzo przepraszam- zakończył swoją wypowiedź Dracze.
-Nic nie szkodzi! teraz rozumiem twoje zachowanie- uśmiechnęła się lekko, ale coś sobie przypomniała.- Jest już dość późno, możesz mi podać twój adres, chcę wiedzieć, gdzie się znajduję- on również się uśmiechnął.
-Jasne. Ulica Francuska 115, apartament numer 10. Ale spokojnie, odwiozę cię- jej szczęka spadła niżej niż podłoga, niżej niż samochód Malfoy'a, niżej niż jądro Ziemi, niżej niż na drugim końcu świata. Ku**a.
- Nie trzeba, nie zdążył byś zjechać po samochód, a ja już bym była w moim mieszkaniu- powiedziała zanim ugryzła się w język.
-Co? Nie rozumiem- zmarszczył twarz w grymasie niezadowolenia (ale poetycko xd dopisek autorki)
-A to Draco, że mieszkam piętro niżej- powiedziała i drzwi od windy zamknęły się zostawiając ich oboje z natłokiem myśli.

*patrz Bohaterowie